niedziela, 28 września 2014

Uwaga!

Z racji tego,że mam szlaban nie mogę dodać (napisać) kolejnego rozdziału. A mój szlaban na kompa będzie trwał do 27.10.2014 roku,więc proszę o wyrozumiałość. Oczywiście dodam 9 rozdział,ale jak będę miała jakąś okazję do tego,a na razie na żadną się nie zapowiada. :(. Nie wagarujcie,naprawdę odradzam.

czwartek, 11 września 2014

Rozdział 18. Jestem Twoją bratnią duszą,Alec.

Po dwóch dniach dziwnych eksperymentów na mnie przez Cichych Braci,pozwolili mi opuścić szpital. Ubrałam jakoś spodnie,ale bandaż z jakimś świństwem na plecach mi trochę przeszkadzał,bo nie mogłam się schylać. Byłam ubrana na czarno,jak każdy inny Nocny Łowca w Idrisie. Herondale już mnie nie odwiedził,co było mi na rękę. Nie zamierzam się z nim zaprzyjaźnić czy nawet zakolegować. Ubrałam czarną bluzę Aleca i założyłam buty. Z pomocą Aleca wstałam i wyszliśmy z budynku. Ból ustąpił,ale ja wiem,że on wróci ze zdwojoną siłą-zawsze tak jest. Dzisiaj jest specjalny dzień. To właśnie dzisiaj oficjalnie i nieodwracalnie zostanę Parabatai Aleca i on moim. Jestem podekscytowana i zmęczona jednocześnie. Będę mieszkać w rezydencji Waylandów,bo tylko ja z rodziny jeszcze żyję. Mijaliśmy powoli obcych mi ludzi,którzy zatrzymywali się i patrzyli na mnie jak na jakiś bezcenny obraz,co mi się nie podobało. Napięłam się odruchowo i wgapiłam się w drzewo kilka metrów przed nami.
-Nawet na nas nie zwracali większej uwagi,a na Ciebie się gapią jak ciele w namalowane wrota-skomentował Alec.
-Skarżysz się?-zakpiłam z niego. Lubiłam mu dogryzać. Oboje lubiliśmy się ze sobą drażnić.
-Jestem tylko trochę zazdrosny-mruknął cichutko,że ledwie go usłyszałam.
-Nie musisz-kiedy tylko powiedziałam te słowa,zostałam przyduszona przez ramiona Diany,która niechcący sprawiła,że ból w plecach podwoił się. Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku oprócz długiego westchnienia. Moja maska zawitała na twarzy wraz z szerokim uśmiechem.
-Tak cholernie się martwiliśmy!! A Oni nie chcieli mnie do Ciebie wpuścić!!-zawyła jednocześnie oburzona i uradowana. Zaśmiałam się cicho,gdy do miażdżenia mnie dołączyła jeszcze Katrina. Jak miażdżyć to grupowo,nie?
-Miażdżycie-oznajmiłam rozbawiona. Obie w tym samym czasie się odsunęły ode mnie.
-Gratulację-zapiszczały obie radośnie. Uśmiechnęłam się lekko i kątem oka zobaczyłam czuprynę Jece'a znikającą za rogiem jakiegoś sklepu. Nie musiałam nawet mówić tym kochanym pojebańcom dokąd idę i po co. Oni wiedzieli.
-Zaczekamy tutaj-oznajmił Alec. Kiwnęłam prawie niezauważalnie głową i ruszyłam za blond czupryną czymś pomiędzy sprintem,a truchtem. Nie miałam na razie dobrej kondycji po moim "spaniu". Jece ubrany w fioletowy podkoszulek z brokatowym nazwiskiem i szare dresy. Jasne jak słońce było,że kilka minut wcześniej miał trening z Bane'm. Alec dużo mówił jak leżałam w szpitalnym łóżku. Nas będzie uczyła Fiona Verlac,najlepsza Nocna Łowczyni w dziejach Nocnych Łowców. Nie dowiedziałam się jaki strój będę nosić,bo jeszcze nie ma ustalonych obowiązkowych treningowych strojów dla Nocnych Łowców. Dogoniłam blondyna i złapałam go za ramie,zmuszając by się zatrzymał.
-Pędzisz jak struś-sapnęłam.
-Żyjesz-stwierdził Jece.
-Umarłam i teraz Cię prześladuje-powiedziałam z ironią-Wybaczam Ci to co się stało na tamtej planecie-oznajmiłam poważnie. On tylko uśmiechnął się kpiąco pod nosem i ruszył przed siebie leniwym krokiem. Przez chwilę gapiłam się zdezorientowana na jego plecy,ale po chwili odwróciłam się z ironicznym uśmiechem i ruszyłam do przyjaciół.
                                                              *****
-Nie nalegaj na mnie,abym Cię opuścił i odszedł od Ciebie,albowiem dokądkolwiek pójdziesz tam ja pójdę,gdzie zamieszkasz tam ja zamieszkam. Lud Twój będzie moim ludem. Bóg Twój,moim Bogiem. Gdzie Ty umrzesz i ja umrę i tam zostanę pochowany. Anioł zrobi to dla mnie. I tylko śmierć nas rozłączy. Tak nam dopomóż Aniele!-powiedzieliśmy razem. To właśnie przysięga Parabatai,znaki zrobiliśmy sobie wcześniej i nawet nie zgadniecie gdzie mamy Runę. Nie,nie na tyłku,chodź Alec chciał ale cudem go odwiodłam od tego pomysłu. Nasze Runy były centralnie na sercu,tam gdzie jest. Ja miałam po lewej stronie i Alec po lewej,bo nasze serca były wyjątkowe.
Runa Parabatai
Teraz Runa na moim sercu pulsowała łagodnie,jak drugie serce. Uśmiechnęłam się. Brat Zachariasz i Brat Enoch byli naszymi świadkami. Oprócz nich i przyjaciół bez Jece'a była jeszcze Konsul i Inkwizytor. Byliśmy w moim domu,a właściwie moim i Aleca. Wszyscy byliśmy ubrani tak jak swoje rasy. Katrina na biało,Diana na czerwono,a reszta na czarno z wyjątkiem Cichych Braci,którzy byli ubrani w szare,pergaminowe stroje. Po jakiś pięciu minutach zostaliśmy sami. Diana i Katrina poszły na trening. Alec został i razem wżeraliśmy lody.
                                                                    ****
Ubrana i gotowa na pierwszy trening ruszyłam z Alec'iem-konno oczywiście-do Idrisu. Mój nowy dom był oddalony od miasta kilka kilometrów. Teraz centralnie mieszkam w lesie i żeby szybko dostać się do miasta muszę jeździć na koniu. Oczywiście na olep,bo jeszcze nie znalazłam siodła. Sela-moja czarna klacz-była dość udomowiona i polubiła mnie. Poza tym dowiedziałam się kilka interesujących faktów. Konie Waylandów uciekły do lasu i trochę zdziczały. Słuchają tylko mojego rodu i mają charakterki. Stado mieszka w lesie,obok rezydencji i nie lubi Diany. Kiedy kłusem jechałam za Aleciem,który na brązowym koniu prowadził nas do sali treningowej,wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na moją czarną klacz i na mnie. Sela jest niby najdziksza i najbardziej niebezpieczna ze stada,dlatego została przywódcą. Druga część moim zdaniem jest tylko prawdziwa. Klacz faktycznie jest przywódcą stada,ale nie jest najdziksza i najniebezpieczniejsza. Oni chyba nie natknęli się na Karesa. Niby biały,majestatyczny koń powinien być łagodny jak baranek,ale prawda jest taka,że Kares jest w cholerę dziki i on po prostu nie przepada za mną i Aleciem. Normalnie diabeł wcielony. Zatrzymałam klacz tuż przed kilkoma schodami prowadzącymi do sal treningowych. Na schodach stali uczniowie w swoich strojach i czekali na pierwsze zajęcia. Mówiąc uczniowie mam na myśli Nocnych Łowców,Wilkołaki,Wampiry i Czarodziei. Katrina uczy się z Czarodziejami i Wilkołakami. Wszyscy się na nas patrzeli jak tylko nas zobaczyli. Zsiadłam z Seli i pogłaskałam ją delikatnie po szyi.
-Wróć po mnie jak słońce będzie dotykać czubków drzew-szepnęłam do niej. Parsknęła i razem z Piorunem zaczęła biec z powrotem do stada. Odwróciłam się w samą porę by sobaczyć biegnącą z wampirzą szybkością Dianę. Po kilku sekundach już mnie przytulała. Poklepałam ją po plecach delikatnie i uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak Ty to robisz,że ta wredna klacz Cię lubi?-zapytała,kiedy się ode mnie odkleiła.
-Rozumiem ją,tak jak ona mnie-odpowiedziałam i we trójkę ruszyliśmy po schodach na górę. Alec zaprowadził mnie do "szefowej" nauczycieli i zostawił samą. Kobieta za biurkiem była siwowłosą kobietą po piędźdźiesiątcę,miała ostre rysy twarzy,szare oczy i sprawiała wrażenie osoby nie znoszącej sprzeciwu.
-Nazywam się Clarissa Wayland-przedstawiłam się.
-Wiem jak się nazywasz. Za pięć minut masz Sprawdzian Umiejętności w Walce. Potem Wiedza o Demonach. Demonologia. Historia Nocnych Łowców i trening-oznajmiła-Strój już na Ciebie czeka w szatni,zaprowadzi Cię tam Dennis-dodała i wskazała ręką na chłopaka w brązowym stroju treningowym. Był wyższy ode mnie o ponad głowę,co uświadomiło mi jaka jestem niska. Małe jest piękne! Miał białe włosy i srebrne tęczówki,co totalnie mnie zdziwiło. Był poważny i również lustrował mnie wzrokiem. Cóż,muszę przyznać,że nieźle ćwiczył-wywnioskowałam to po jego mięśniach. Chłopak wyszedł na korytarz,więc ruszyłam za nim.
-Masz tylko trzy minuty na przebranie się. Pani Carstairs nie lubi spóźnialskich-powiedział,kiedy otwierałam drzwi do szatni dla dziewczyn. Nie podobało mi się to,że inne dziewczyny będą wiedzieć o moich dwóch bliznach na łopatkach,bo powiedzą o tym wszystkim ludziom,a chciałabym żeby zostało tak jak jest. Ubrałam czarną podkoszulkę z moim herbem i nazwiskiem na plecach. Herb czyli duża podkowa była złota i była na całej długości podkoszulki z przodu. Nazwisko było też złote. Niestety trafiły mi się czarne spodenki,na kieszeniach z tyłu była złota podkowa i czarne buty za kostkę również z podkową złotą. Przebranie zajęło mi dwie minuty. Zdążyłam nawet poskładać swoje ubranie. Dennis gdzieś zniknął,ale za to pojawił się Alec.
-Teraz będą sprawdzane Twoje umiejętności w walce,więc postaraj się i może trafisz do grupy zaawansowanej-oznajmił.
-A Ty w jakiej jesteś grupie?-zapytałam z niby ciekawości.
-Początkującej-odpowiedział cicho.
-Podciągniesz się!-zapewniłam go,jak wchodziliśmy do sali. Wszyscy siedzieli na ławce i gapili się na kobietę z dwoma kijami. Zrozumiałam,że tym będę walczyć z jakimś uczniem. Spokojnie,mam już przygotowany plan działania! Kiedy tylko weszliśmy do sali wzrok wszystkich spoczął na mnie,ale ignorowałam to. Związałam swoje rude włosy związałam w kucyka i podeszłam do wyższej o kilka centymetrów kobiety o brązowych włosach i zielonych oczach. Zrozumiałam,że to jest Pani Carstairs,bo była dużo starsza od uczniów. Ubrana była na brązowo,jak Dennis,który stał pod ścianą i przyglądał mi się. Jego też zignorowałam. Alec poklepał mnie pokrzepiająco po ramieniu i ruszył do ławki. Kobieta przede mną zlustrowała mnie wzrokiem,jakby chciała mnie ocenić. Ukryłam lekki uśmiech. Będzie jak z płatka. Przez wszystkie wolne od "szkoły" dni trenowałam z Aleciem. Straciłam tylko formę,ale nadal dobrze walczyłam. Nie miałam w planie pokazywać na co mnie stać. O nie,to nie wchodziło w mój plan.
-Pokarz co potrafisz,panno Wayland-nakazała,podając mi kij. Trochę trudniej było mi ukryć szeroki uśmiech. Nie zamierzałam nic pokazywać,a szczególnie jak walczę. Mój plan polegał na tym,że mam zamiar walczyć jak niedołęga. Zrobiłam unik w ostatniej chwili przed kijem nauczycielki. Kurczę,to będzie łatwiejsze niż myślałam. Zaatakowałam wcześniej niż ona,ale z łatwością odparowała mój atak.
Po piętnastu minutach walki na kije miałam lekką zadyszkę. Carstairs wygrała osiem razy,a ja dwa.
-Grupa początkująca-oznajmiła. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko. Obstawiam,że moje złote oczy stało się o odcień jaśniejsze. O to mi chodziło. Byłam z siebie zadowolona. To naprawdę trudne przegrywać co chwilę. Usiadłam na uboczu,obok Aleca.
-Czemu dałaś jej wygrać? Jesteś od niej dużo lepsza!-zapytał.
-Jestem Twoją bratnią duszą,Alec-przypomniałam mu.
-Zrobiłaś to dla mnie?-zapytał w totalnym szoku. Skrzyżowałam ręce pod biustem.
-Oczywiście,że tak!-potwierdziłam lekko urażona. Mógł to przewidzieć,ale z drugiej strony mógł przepuszczać,że jednak go posłucham i dam z siebie wszystko...












                                              ******************************

Witajcie Nocni Łowcy! Przepraszam,że tak późno dodaję,ale nie miałam siły i czasu. Szkoła potrafi wykończyć człowieka...Ja chcę wakacje! Jak rozdział? Miał być krótszy,ale zrobiłam dłuższy na przeprosiny. Okey, 4 komentarze i następny rozdział!













wtorek, 2 września 2014

Rozdział 17! Nigdy się nie wycofam.

Zamrugałam powiekami.
-Co takiego chcesz,za przeniesienie nas do Idrisu?-zapytałam razem z Aleciem.
-Twojej wilczej natury i skrzydeł-odpowiedział,przyglądając mi się.
-Mam rozumieć,że jak oddam Ci DOBROWOLNIE wilka,w którego się zmieniam i moje piękne skrzydła po matce to nas przeniesiesz do tego całego Idrisu?-dałam nacisk na "dobrowolnie". Żaden demon nie może zabrać czegoś należącego do innego stworzenia,bez jego zgody.
-W rzeczy samej-potwierdził demon. Zastanawiam się czemu demony przybierają ludzką postać,a nie pokazują swojej prawdziwej. Dlaczego zawsze ja muszę cierpieć?
-Jeśli się nie zgodzę to sobie pójdziesz,a przed powrotem tak gdzie byłeś naślesz na nas wszystkie demony z tego świata?-zgadywałam. Nie muszę być jakąś wróżką,żeby się domyślić co dla nas zaplanował jeśli mu od mówię. Rozłożyłam szeroko ręce,pogodzona z losem i śmiercią. A jak nie umrę,to będę jeszcze Nocnym Łowcą jak Alec,tylko z większą krwią Anioła. Moja ostatnia myśl? Kocham Cię mamo,przepraszam. Demon tylko kiwnął głową-Zgadzam się na nasz układ-powiedziałam pewnie. Po moich słowach,uniosłam się nad ziemię. Demon mnie uniósł dla bezpieczeństwa,że się nie wycofam,ale ja już nie mogłam. Powtarzaj-nakazał demon w moim umyśle-Wyrzekam się wilczej natury i krwi dobrowolnie. Uśmiechnęłam się lekko. Znałam cały rytuał. Mogę go upiększyć.
-Ja Clarissa Wayland dobrowolnie wyrzekam się mojej Wilczej Natury i Krwi w imię dobra przyjaciół-kiedy tylko skończyłam mówić,ból ogarnął moje ciało. Starałam się nie krzyczeć z bólu,ale to nic nie dawało. Krzyczałam,ba! ja wrzeszczałam z bólu. Do tego jeszcze doszedł większy ból po wyrywaniu mi skrzydeł z pleców. Jak zbawienie przyszła ciemność i niewiedza,w którą od razu się rzuciłam. Usłyszałam jeszcze tylko mój głośny oddech i krzyk,a potem nastało ukojenie i ciemność.
                                                               ****
-Cisi Bracia nie dają jej szansy na przeżycie-oznajmił znajomy głos z daleka. Nie wiem ile minęło od zemdlenia. Nie wiem nawet gdzie jestem. Jedynie czuję ból na łopatkach,w klatce piersiowej i gardle.
-Nie wiedzą co się stało. Dostarczyliście ją całą zakrwawioną i nieprzytomną-oznajmił kobiecy głos z bliska. Diana? Musiała stać koło mnie.
-Jej oddech jest słaby i urywany,ale nadal żyję-zauważył chyba Jece.
-A Ty jakbyś oddychał po takich katuszach?!-uniósł swój głos Alec. Zaczęli rozmawiać cicho o czymś,ale nie słyszałam o czym. Umilkli jak ktoś wszedł do pomieszczenia,w którym się znajdowałam.
-O czym rozmawialiście?-zapytał nieznany mi męski głos.
-Nie Twój interes,Herondale!-warknęli chórem moi przyjaciele. Dalej już nic nie słyszałam,bo ciemność znów po mnie przybyła. Poddałam się jej.
                                                
                                                       
                                                               ****

Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam oczy. Musiałam zamrugać kilka razy,by oczy przyzwyczaiły się do jasności i światła słonecznego,które padało prosto na moją twarz. Wsparłam się na łokciach i rozejrzałam po pomieszczeniu. Kilkanaście łóżek szpitalnych było wolne i równo wyścielanie. Znajdowaliśmy się w Idrisie,poznałam po białych,ogromnych i niesamowitych wieżach za ogromnym oknem. Był dzień,a właściwie to chyba popołudnie. Byłam tak pochłonięta,pochłanianiem widoku,że nie zauważyłam nawet jak ktoś wszedł do "pokoju". Odwróciłam głowę dopiero,gdy usłyszałam odchrząknięcie. Obok łóżka,na którym leżałam stał tak na oko osiemnastoletni chłopak o czarnych włosach i niebieskich oczach. Rysy jego twarzy były delikatne,a on sam się lekko uśmiechnął do mnie. Podniosłam jedną brew do góry w pytający sposób.
Will Herondale. 18 lat. Nocny Łowca.
-Jestem Will-przedstawił się i usiadł z gracją pantery na łóżku obok. Słyszałam już ten głos.
-Herondale-mruknęłam zachrypniętym głosem. Kiedy chciałam usiąść,poczułam ból w każdym calu i komórce. Z grymasem bólu wróciłam do poprzedniej pozycji.
-Boli Cię coś?-zapytał zatroskany. Wywinęłam się od odpowiedzi dzięki Alecowi,który wszedł kremowymi drzwiami. Posłałam mu blady uśmiech.
-Jak się czujesz?-zapytał zatroskany. Miał włosy odstające we wszystkie strony,sine worki pod oczami i pomięte czarne ubrania. Widać było,że nie spał od kilku dni i odetchnął z ulgą kiedy zobaczył,że żyję.
-W miarę możliwości dobrze-skłamałam gładko.
-Martwiliśmy się o Ciebie,mała-oznajmił po chwili ciszy Alec-Wyjdź-rozkazał Willowi. Ten popatrzył na mnie i po chwili ruszył do drzwi.
-Masz niezłe blizny na łopatkach-oznajmił szeptem Alec,jak wyproszony chłopak zniknął za drzwiami.
-Czuję się jak śmieć-odpowiedziałam mu.
-Runy uzdrawiające nie działały na Ciebie-oznajmił-Byłaś nieprzytomna przez dwa tygodnie. Nie reagowałaś na nic-dodał po chwili wahania.
-Raz wróciłam-szepnęłam-Ile dni siedzieliście przy mnie?-zapytałam cicho.
-Tydzień siedziała ze mną reszta,a później ich wygonili. Ja zostałem bo przecież mam być Twoim Parabatai-nagle spochmurniał-Chyba,że się wycofujesz-dodał szeptem.
-Nigdy się nie wycofam-zapewniłam go.
Alec siedział jeszcze dwie godziny,a potem przyszli Cisi Bracia i zaczęli mnie "badać'. Oczywiście musiałam usiąść i grzecznie pić wszystko co mi dawali.










                                  ****************************************

Przepraszam Was Aniołki,że dopiero teraz dodaję rozdział ale nie mogłam,bo zabrakło mi pomysłów. Jak Wam minął pierwszy dzień w szkole? Mi w miarę dobrze,ale chce już wakację!
















piątek, 29 sierpnia 2014

Liebester Award czy coś. ^^

 Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość do rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował!

 Blog,który mnie nominował: http://niepowtarzalna-w-marzeniach.blogspot.com/



Pytania i moje odpowiedzi:

 1. Jak masz na imię?
 Monika,ale to już wiesz :D.

 2. Z którym z bohaterów książki chciałabyś się utożsamić?
 Dobre pytanie...Na pewno z Clary z Darów Anioła i może jeszcze z Hermioną z Harrego Pottera.

 3. Masz rodzeństwo?
 Mam. Brata Damiana jest niestety starszy..:/

4. Ulubiona książka?
Tylko jedna? Hmm...Wszystkie książki z serii Dary Anioła...Wilk,Pocałunki Wampira...I chyba tyle jak na razie.

5. Lubisz czytać fantasy? Jeśli tak, to jaka postać najbardziej Ci się podoba?
Oczywiście,że tak! Clary,Jece,Tessa,Alec,Isabelle,Magnus...Za dużo by wymieniać.

6. Lubisz rysować? Jeśli tak, wstaw jakieś swoje dzieło :)
Lubię rysować,ale nie takie normalne obrazki,więc ostrzegam!


7. Czytanie książek czy oglądanie telewizji?
Jak na mola książkowego przystało czytanie książek wybieram.

8. Skąd się wziął pomysł na bloga?
Kiedyś weszłam na jakiegoś bloga i zaczęłam czytać. Po kilku miesiącach doszłam do wniosku,że ja też mogę założyć bloga i chyba wiesz jaki był...

9. Jaki typ muzyki najczęściej słuchasz?
Rap.

10. Napisz jeden blog, który najbardziej lubisz.
Twój ^^.

11. Jakie jest Twoje najwspanialsze wspomnienie?
 Odkryć,że jestem Nocnym Łowcą! xD.

Blogi,które nominuję (pierwsze lepsze w mojej zakładce):

1. http://harry-styles-fan-fiction.blogspot.com/search/label/%23Rozdzia%C5%8216

2. http://humannature-fanfiction.blogspot.com/?zx=824afefdedf7098a


3. http://city-of-the-fallen-ff.blogspot.com/

4. http://lakewood-fanfiction.blogspot.com/2014/07/rozdzia-5-jauntily.html#comment-form

5. http://in-the-eyes-of-the-real-darkness.blogspot.com/#_=_

 6. http://harry-is-a-monster.blogspot.com/

 7. http://theory-of-deadman.blogspot.com/

 8. http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/

 9. http://zatancz-z-morderca.blogspot.com

 10. http://in-the-eyes-of-the-real-darkness.blogspot.com

 11. http://wirus-rzeczywistosci.blogspot.com




 Moje pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Ulubiona książka?
4. Ulubiony film?
5.Masz rodzeństwo?
6. Masz jakieś plany na przyszłość?
7.Do której klasy chodzisz?
8. Ulubiony blog?
9.Co robisz w wolnym czasie?
10.Lubisz chodzić do szkoły?
11.Chciałabyś mieć tatuaż?


P.S. Jesteście nominowani jeszcze na drugim moim blogu: http://niewidocznedlaserca.blogspot.com/


Dziękuję za uwagę!





czwartek, 7 sierpnia 2014

Rodział 16. Niewidoczny dla tych,którzy nie wiedzą jak i gdzie patrzeć.

Biegliśmy ile sił w nogach,a właściwie to ja i Diana biegłyśmy. Ja w postaci wilka ze skrzydłami,a Diana obok mnie. Alec,Jece i Katrina siedzieli na moim grzbiecie i to ja musiałam zasuwać. Diana miała wysunięte kły i jej oczy były czerwone. Byliśmy milę od tego przeklętego zamku,a te małe czerwone gnidy nas wyprzedziły o połowę! Wszystko przez to,że zachciało nam się spać! Napędzana wściekłością przy śpieszyłam,napinając całe ciało. Katrina złapała w ostatniej chwili Dianę za rękę i wciągnęła na mój grzbiet. Po piętnastu minutach byłam na równi z czerwonymi gnidami. Tyle,że ja biegłam po ogromnej górze,a oni na równinie-w dole. Kiedy dostałam zadyszki na końcu pasma górskiego rozłożyłam szeroko skrzydła i wzbiłam się w powietrze.
-Nie boisz się,że nas zauważą i zaczną strzelać?!-przekrzykiwał wiatr Alec. Nie,strzały mnie tu nie dosięgną,bo jestem za wysoko,a poza tym jeszcze nas nie zauważyli i raczej nie zauważą-odpowiedziałam w ich umysłach. Leciałam szybko i między chmurami. Niestety kilka demonów zauważyło nas i zaczęło mnie ścigać.
-Chyba wpadłaś im w oko!!-krzyknął rozbawiony Jece. Położyłam płasko uszy i warknęłam na te latające mendy. Nie podziałało,wręcz przeciwnie! Nakręciło ich to,że stawiam opór! Trzymajcie się mocno!-nakazałam reszcie. Przycisnęli się do siebie i chwycili mojej białej sierści. Zaczęłam nurkować w dół,chcąc ich zgubić. Trzy zostały,a reszta się zgubiła. Te latające żółwie nie odpuszczały,więc złożyłam skrzydła i nurkowałam szybciej. Serce biło mi szybciej. Z ogłuszającym rykiem zawróciłam i rozszarpałam skrzydło najbliższemu demonowi. Zaczął spadać w dół-prosto na czerwone gnidy. Zrobiłam unik w dół i wbiłam swoje pazury w brzuch drugiego demona,rozrywając mu brzuch. Jego wnętrzności-wraz z nim-poleciały w dół. Trzeci demon z wrzaskiem odleciał ode mnie i zaczął uciekać.
-Nie dosięgną nas strzały?!! To popatrz na dół!!-krzyknęła Katrina. Powinni nakręcić film. Byłby najciekawszy na świecie. Przyjaciele na grzbiecie latającego wilka ze skrzydłami uciekają przed strzałami. A sam film powinien się nazywać Strzały i niewypały-powiedziałam do reszty. Rozmyśliłam się nad ucieczką w górę. Rozłożyłam skrzydła i zatrzymałam się w miejscu. Wyciągnęłam szyję w dół i otworzyłam szeroko pysk-czekając. Kiedy strzały były blisko z mojego pyska wypłynął prawie biały ogień. Czułam się normalnie jak smok. Strzały,które leciały we mnie zapaliły się i zaczęły topnieć. Nic do mnie nie doleciało. Kiedy wykorzystałam już swój ogień na tą godzinę,jak torpeda ruszyłam w stronę zamku. Panie i Panowie (!) będziemy pierwsi w Zamku i możemy się bronić na nim całą wieczność. Chyba mają tam jedzenie,nie? Amunicja musi być jak w każdym zamku. Z poślizgiem zatrzymałam się na dziedzińcu ciemnego i cichego. Nikogo nie ma. Złożyłam skrzydła i poczekałam,aż reszta zejdzie z mojego grzbietu. Katrina,Jece i Diana zaczęli wspinać się po schodach na mury zamku. Alec czekał metr ode mnie,na mnie. Zmiana była wolna i bolesna. Kiedy całkowicie się przemieniłam i ból minął,wstałam z zimnej podłogi dziedzińca i powoli ruszyłam z Aleciem do reszty.
-Możemy ich zestrzelić!!-oznajmiła Diana. Podeszła do czegoś co przypominało harpun i włożyła do niej strzałę-ogromną czarną strzałę.
-Diana plus harpun do niebezpieczna para-oznajmił cicho Alec.
-Lepiej zostańmy tu,bo ktoś musi przeżyć-przytaknęłam. Tak więc,my byliśmy na dole i z rozbawieniem przyglądaliśmy się Dianie i jej poczynaniom. Wzięłam głęboki wdech żeby się nie roześmiać. Poczułam zapach ognia,ohydny zapach wanilii i potu. Czerwona gnida! Wyciągnęłam sztylet i odwróciłam się. Rzuciłam w chłopaka,który mierzył do Aleca z łuku. W tej samej chwili on wypuścił zapaloną strzałę. Rzuciłam się na Aleca-dosłownie. Kiedy upadliśmy na ziemię,strzała wbiła się w mur obok nas.
-Wiedziałem,że na mnie lecisz-powiedział rozbawiony Alec. Podniosłam się z niego i pomogłam mu wstać. Poczułam gorąco na policzkach. Nienawidzę rumieńców!
-Nie ma za co-mruknęłam. Ściągnęłam z ramienia łuk i wyciągnęłam z kołczanu strzałę. Rozejrzałam się czujna,ale nic nie zobaczyłam. Zamknęłam oczy i wyostrzyłam słuch. Słyszałam cichutkie szuranie w zamku. Natychmiast otworzyłam oczy i popatrzyłam na resztę. Świetnie sobie radzili beze mnie. Schowałam strzałę do kołczanu i ściągnęłam go. Podeszłam do Aleca i podałam mu mój łuk i kołczan.
-Wy zajmijcie się czerwonymi gnidami,a ja szybko obejrzę zamek i rozwalę brązoletkę-oznajmiłam. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Czyjaś ręka szarpnęła mnie za ramię i odwróciła. Alec wpił się swoimi ustami w moje. Odwzajemniłam pocałunek. Po chwili odsunęliśmy się od siebie z rumieńcami na policzkach.
-Nie daj się im zabić-poprosiłam cicho.
-Ty też-odpowiedział i ruszył w stronę schodów prowadzących na mur,a ja w stronę wielkich drzwi. Ku mojemu nie zadowoleniu,były zamknięte. Wyciągnęłam stele zza paska i zaczęłam rysować Runę Otwarcia. Kiedy skończyłam,schowałam stele i pchnęłam drzwi. Runa spisała się świetnie,bo po chwili już wbiegałam po schodach na piętro. Weszłam do pierwszego z brzegu pokoju i zaczęłam go przeszukiwać. Po pięciu minutach stwierdziłam,że to nie ten. Weszłam do kolejnego.
Sprawdziłam wszystkie pokoje na tym piętrze i nic.
-Gdzie bym miała pokój jakbym była tym idiotom?-zapytałam samą siebie-Na miejscu tego idioty miałabym pokój wysoko,by móc patrzeć na świat z wysokości jak kiedyś jego ojciec przez zbuntowaniem się. Byłby jasny,ale niewidoczny dla tych,którzy nie wiedzą jak i gdzie patrzeć. Byłby w południowej wieży,tej najwyższej-ostatnie zdanie wyszeptałam. Odwróciłam się i zaczęłam wbiegać po spiralnych schodach. Po dwóch minutach zatrzymałam się na ostatnim schodzie. Zobaczyłam urywek sceny. Zobaczyłam Dianę,Aleca,Jece'a i Katrinę odwróconych do mnie tyłem i strzelających do czerwonych gnid. Zobaczyłam zamachującą się rękę z mieczem. Po chwili zobaczyłam upadającą Dianę,potem Jece'a,Katrinę,a na samym końcu Aleca. Kiedy to coś się skończyło,niemal rzuciłam się na okno. To było ostrzeżenie,przed ich śmiercią. Wychyliłam się lekko przez okno i zdusiłam zaskoczony okrzyk. Wyciągnęłam serafickie ostrze.
-Gabriel-szepnęłam do ostrza,które zapłonęło jasnym blaskiem. Wzięłam zamach i cisnęłam z całej siły w skradającego się Mrocznego do moich przyjaciół,którzy go nie zauważyli. Patrzyłam jak serafickie ostrze wbija się w głowę Mrocznemu i jak on upada nieżywy. Zagwizdałam dwa razy i odwróciłam się. Uważnie rozejrzałam się po wierzy i zobaczyłam miganie na jednej ze ścian. Podeszłam do niego z lekkim uśmiechem i zatrzymałam rękę w połowie drogi do migającej ściany. Zmrużyłam oczy i jeszcze raz zlustrowałam całą ścianę.
-Mądre-mruknęłam i pokręciłam głową z uznaniem. Jakbym dotknęła tej ściany,wciągnęłaby mnie na zawsze. Mądra pułapka. Skoro południowa wieża,zachodnia ściana. Odwróciłam się twarzą do zachodniej ściany i podeszłam do niej. Wyróżniała się. Była jaśniejsza niż inne. Na chybił trafił sięgnęłam do ściany na wysokość klamki.czy gałki. Poczułam coś okrągłego pod palcami. Chwyciłam,przekręciłam i pchnęłam. Drzwi się otworzyły,a moim oczom ukazał się biało-błękitny pokój. Z uniesionymi brwiami weszłam do środka.
-Niewidoczny dla tych,którzy nie wiedzą jak i gdzie patrzeć-mruknęłam. Pokój wyglądał jakby było się w chmurach-Jedyne pozytywne odczucie Lucasa to żal-myślałam na głos-Żal do Lucyfera,bo się zbuntował,chciał być lepszy,ale mu nie wyszło-mruczałam do siebie-A Lucas chciałby być Aniołem Boga,ale jest za dumny,by to powiedzieć komukolwiek i cokolwiek zrobić,by być dobry,lepszy-zabawne,potrawie czytać z jego pokoju lepiej niż z jego oczu,które są jak kamień-Chciałby być po stronie Boga,ale za dużo złego zrobił,by być Aniołem-mruknęłam. Doskonale wiedziałam,gdzie ukrył brązoletkę,zrobioną ze swojej duszy. Wyciągnęłam ją ze ściany i zaczęłam rozwalać rękojeścią sztyletu do rzucania. Po dobrych pięciu minutach tłuczenia,czarna i wredna brązoletka ustąpiła i rozwaliła się na proch. Dla pewności,że nie w zmartwychwstanie wrzuciłam proch do kominka,w którym zapaliłam. Uśmiechnęłam się i rozejrzałam po pokoju. Już nie był taki piękny. Pojawiły się czarne plamy na suficie i ścianach. Podniosłam sztylet i wsadziłam ją na miejsce. Czas się zmywać. Jak torpeda wybiegłam z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Stanęłam przed schodami i popatrzyłam na nie i na metalową obręcz. Uśmiechnęłam się jak obłąkana i usiadłam na metalowej poręczy. Zawsze chciałam to zrobić! Zjechałam na sam duł piszcząc jak dziecko,które dostało upragnioną zabawkę. Tylko jak się hamuje? Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić byłam już w powietrzu,zbyt zdezorientowana by cokolwiek zrobić przed upadkiem. Wylądowałam na brzuchu tuż przy schodach. Mam jak w banku siniaki po mojej jakże mądrej przejażdżce.
-Fart,że nie zleciałam po schodach-sapnęłam do siebie i w miarę bezboleśnie wstałam z podłogi. Zamrugałam kilka razy,by pozbyć się mroczków przed oczami i bezpiecznie zeszłam po schodach-Nigdy więcej nie będę robić głupich rzeczy-jęknęłam,gdy poczułam ból na biodrze. Ała! Poczułam krew i mój wzrok automatycznie padł na moje biodro. Ja nie krwawiłam. Więc kto? Zobaczyłam krew wylewającą się z zza drzwi jadalni czy jakiegoś innego pokoju. Podeszłam bliżej i chciałam już otwierać drzwi,ale przypomniałam sobie własne słowa. Nigdy więcej nie będę robić głupich rzeczy,a to jest chyba głupie. Ktoś może czekać na mnie po drugiej stronie z kuszą czy łukiem gotowym do wystrzelenia strzały. Nie dzięki. Odwróciłam się i wpadłam w poślizg. Przejechałam trochę na krwi i wyrąbałam. To ohydne! Miałam odruchy wymiotne,więc szybko wstałam i ślizgając się wyszłam na dziedziniec. Popatrzyłam na swoje ręce. Były umazane krwią. Zgięłam się w pół i zwymiotowałam na schody. Oj.
-Wszystko dobrze?-usłyszałam za sobą zatroskany głos Aleca.
-Tak-odpowiedziałam,ocierając usta chusteczką-Czemu mnie pocałowałeś?-zapytałam z ciekawości.
-Chciałem się upewnić,czy coś do Ciebie czuję-odpowiedział cicho,tak cicho,że ledwie usłyszałam-Ale nic nie poczułem. To było jak całowanie siostry-stwierdził. Odwróciłam się do niego przodem z lekkim uśmiechem.
-Dokładnie-potwierdziłam.
-Jesteś blada i...Czy to Twoja krew?!-pisnął blady.
-Nie wiem czyja,ale na pewno nie moja-odpowiedziałam i pociągnęłam go za łokieć do reszty-Jak się stąd wydostaniemy?-zapytałam. Plan był taki,że to ja miałam otworzyć Portal,ale tu nic nie działa tak jak powinno,więc nie stworze portalu.
-Musimy wezwać jakiegoś demona,który jest potężny i nas stąd zabierze do Idrisu,miasta Nocnych Łowców-odpowiedział Jece.
-Mam złe przeczucia i coś mi się zdaję,że to się źle skończy-oznajmiłam im. To była czysta prawda. Już wolałam tu zostać niż dawać coś temu demonowi,którego ma zamiar wezwać Jece. Ustawiliśmy się w okręgu i Jece zaczął mówić coś w języku demonów. Ja stałam sztywno i nerwowo bawiłam się palcami. Po pięciu minutach podniosłam głowę i odetchnęłam z ulgą.
-Widzicie? Nie odpowiada na wezwanie,więc znajdźmy jakieś schronienie z dala od tego zamku-odezwałam się,odwróciłam i zrobiłam dwa kroki,bo nagle znikąd pojawiła się mgła. Zatrzymałam się i obserwowałam jak mgła znika.
-Odpowiedziałem na wezwanie,Clary-odezwał się męski głos za mną.
-Jece? Czy Ty wezwałeś Asiana?-zapytałam,nie odwracając się. Czułam wzrok moich przyjaciół i wezwanego demona.
-Znasz go?-zapytała Diana piskliwym głosem. Miałam ochotę zabić Jece'a w tym momencie.
-Spotkałam go z dwa razy-odpowiedziałam,krzywiąc się. Nie chciałam ich okłamać,ale to było koniecznie. Miałam im powiedzieć,że byłam u niego i zabiłam jego brata? Nie. Tylko by się martwili,że nie dawał mi spokoju jak byłam z Sethem w Chinach.
-Nie mówisz im prawdy-stwierdził Asian-Zabiła mi brata-dodał,pewnie ze złośliwym uśmiechem.
-Sam się prosił o śmierć-warknęłam w przestrzeń.
-Niegrzecznie jest mówić do kogoś,odwrócony plecami-pouczył mnie demon.
-Nie jesteś moim ojcem,więc mnie nie pouczaj!-syknęłam. Odwróciłam się rozzłoszczona.
-Gdzie mam Wam przenieść?-zapytał Asian reszty.
-Do Idrisu,miasta Nocnych Łowców-odpowiedział Alec. Demon pstryknął palcami i Diana wraz z Katriną zniknęły nam z oczu,by pokazać się w miejscu,do którego chcieliśmy się dostać. W oddali widziałam połyskujące olbrzymie wieże.
-Pierwsza dwójka za darmo-oznajmił demon.









                                            ******************************************
Hejka Aniołki! Przepraszam,że nie dodałam od razu tego rozdziału,ale nie miałam jak,bo byłam u kuzynki. Jak Wam się podoba?
















poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 15. Więc musisz ją zabić!

Na naszych nogach i nogach rycerzy i Nocnych Łowców pojawiły się...bębenki proszę (!) rolki. W trzy sekundy wszyscy oprócz nas,rąbnęli na ziemie. Zaśmiałam się i przybiłam piątkę z Aleciem.
-Jece,Diana,Araziel i Katrina DWA-oznajmiłam. Kiwnęli głowami na znak zrozumienia. Diana i Katrina chwyciły pod ramię Araziela i ruszyli do korytarza,z którego przyszli. Komicznie to wyglądało,ale droga była idealna na rolki,choć lepsza jest tylko asfaltowa. Droga z długich bloków kamieni też jest niczego sobie-Miłej zabawy z pozbyciem się rolek z nóg-powiedziałam z kpiącym uśmiechem. Odwróciłam się i ruszyłam z gracją do korytarza,z którego przyszliśmy. Wyminęłam Aleca,który pomagał jechać pół elfce i zatrzymałam się obok mojego łuku. Podniosłam go i przewiesiłam przez ramię. Zastygłam w bezruchu-słysząc kroki. Popatrzyłam zdezorientowana na Aleca. Pstryknęłam palcami i znowu mieliśmy buty. Usłyszałam z tyłu śpiew...Wzywający śpiew Anioła. Moje krew zaczęła płynąć szybciej. Teraz rozumiem czemu mam kolorowe oczy. Czerwone-oznaczają wilka,zielony-Nocnego Łowcę,a żółty-Anioła. Mam zmieszaną krew Wilka i Nocnego Łowcy z krwią Anioła. Dlatego tak reaguję na wzywający śpiew.
-Powiedz Jece'owi żeby stworzył Portal do mojego domu i macie przez niego przejść-poprosiłam,odwracając się w stronę śpiewu.
-Wysunęłaś skrzydła i masz żółte oczy-oznajmiła pół elfka.
-Później Wam to wytłumaczę-stwierdziłam i teleportowałam ich do reszty. Jak zaczarowana szłam za śpiewem-odpowiadając mu. Czułam się jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie.

                                             ***Narracja Trzecioosobowa***

Dwa niesamowite śpiewy słychać było w całym Dworze fearie. Rudowłosa dziewczyna z białymi skrzydłami i złotymi oczami wyłoniła się z ciemnego korytarza śpiewając. Patrzyła się ponad stojącymi rycerzami fearie i Nocnymi Łowcami. Patrzyła na brudnego i posiniaczonego Anioła o złotych włosach i oczach,który został brutalnie obdarty ze skrzydeł i wzywał ją. Oboje przestali śpiewać,a słuchający ich zastanawiali się czemu przerwali piękną pieśń i byli smutni. Rudowłosa podniosła ręce przed siebie,a wszyscy poza nią i Aniołem zawiśli nad ziemią. Jej ręce były teraz po obu jej stronach uniesione,a wszyscy uderzyli o ściany. Ruszyła przed siebie w stronę Anioła obdartego ze skrzydeł,a wokół niej pojawił się błękitno-biały ogień. Rudowłosa zdawała się go nie czuć,bo jej nie parzył,a jedynie delikatne głaskał jej ciało. Zatrzymała się dopiero metr przed Aniołem i rozłożyła skrzydła na całą długość,a u drugiego Anioła pojawiły się białe skrzydła z kroplami błękitnego na piórze.
-Te krople będą Twoim wspomnieniem i innych czego dostałeś na ziemi przez Lud fearie i jego Królową Lily. To okrutne co Ci zrobili,Gabrielu i dostaną odpowiednią karę-powiedziała do niego-Odbieram Wszystkim,którzy zrobili cokolwiek złego Gabrielowi,nawet tym,którzy tylko się patrzyli Nieśmiertelność,a Nocnym Łowcom wszystkie Znaki-zrwóciła się do przestrzeni,unosząc otwartą rękę,by wziąć to co obiecała. Ze wszystkich stron zaczęły lecieć małe jasne kuleczki wieczności. Kiedy wszystkie osiadły na jej ręce,zamknęła ją i ponownie otworzyła. Na jej otwartej dłoni,była mała jasna długa wstążka. Zawiązała ją na nadgarstku Gabriela i lekko uśmiechnęła. On w podzięce dotknął jej dłoni i przekazał coś co mogło jej pomóc w walce z Demonami,Lucasem i jego ludźmi i odwzajemnił lekki uśmiech. Po chwili znikł zostawiając po sobie jedno białe pióro z błękitnymi kropkami. Rudowłosa podniosła je i również zniknęła,w momencie jak do sali wszedł Lucas z Nocnym Łowcą o białych włosach,ubrany w czerwony strój bojowy.
-Nie wiem jak to się stało,ale odbili Isabelle-oznajmił Nocny Łowca.
-Zbierz oddział i wracaj do Edomu. Ona też tam zmierza-powiedział pewny swego Lucas.
-Skąd ta pewność?-zapytał ciekawy białowłosy.
-Sebastianie,ja po prostu wiem czego ona szuka i do czego jest zdolna,bo jest mieszańcem-odpowiedział Lucas.
-Mieszańcem?-dopytywał się Sebastian.
-Jej matka była Nocnym Łowcą i Wilkiem,a jej ojciec Aniołem,więc ona ma krew obojga-odpowiedział wyraźnie znudzony.
-Jest Nocnym Łowcą,Wilkiem i Aniołem w jednym?-chciał się upewnić Sebastian.
-Tak-przytaknął.
-Edom jej zaszkodzi skoro jest Aniołem i nie będzie miała dość siły na pokonanie jednego Mrocznego,a co dopiero dwustu. Nie będzie też mogła się zmienić w Wilka,a Runy jej nie pomogą-stwierdził Sebastian z lekkim uśmiechem. Nie wiedział,że ona jest silniejsza niż przypuszcza i już się wybiera do świata demonów,zdeterminowana i ze swoimi przyjaciółmi. A los da mu potężnego kopa.
-Więc masz ją zabić!-rozkazał Lucas i poszedł w kierunku komnaty Lily.

                                                              ****Clary****
Po raz drugi zwymiotowałam krwią na popiół. Ta planeta jest martwa w dosłownym znaczeniu. Słońca tu nie widać,ziemia jest pokryta popiołem i bliżej nieokreśloną mazią. Drzew nie ma,a jeziora są wypełnione lawą. Demony latają,chodzą i pełzają bezkarnie w nocy. Demoniczny wymiar nie służył mi i Katrinie. Obie mamy w sobie krew Anioła,ale ona ma ją czystą. Musimy się jak najszybciej dostać do Zamku Demonów i przejrzeć go na wylot. Oczywiście musimy to zrobić tak,żeby nikt nie zauważył,że tu byliśmy. Podniosłam się z kolan i ruszyłam za resztą. Jece,Alec,Diana i Katrina czekali na mnie na jakimś wzniesieniu. Arazil i Isabella (pół elfka) mają wrócić jutro do Narnii. My niestety mamy inne zajęcie. Musimy znaleźć piekielną brązoletke i rozwalić,albo wziąć. W oddali już majaczył Zamek Demonów. Dwa dni oddziela nas od niego. Wiem,że Lucas przyśle oddział albo kilka. Jeden błąd popełnił. Nie pokazał im naszych zdjęć i opisów,więc bezkarnie możemy sobie wejść do jego zamku.
Po zapadnięciu nocy z magicznymi kamieniami szliśmy dalej. Mój kamień świecił jasnym,prawie białym światłem przez moje palce. Nie miałam kontroli nad własnymi nogami.
-Ja chcę spać-jęknął Jece. Odezwał się pierwszy od prawie dwunastu godzin.
-Ja już śpię na stojąco-mruknęła Diana.
Znaleźliśmy opuszczoną jaskinię. Była duża i ciemna,więc demony nie mogły nas zobaczyć. Alec zapalił ognisko,a wszyscy oprócz mnie położyli się blisko ciepłego ognia. Ja nie musiałam nawet być w pobliżu ogniska,żeby było gorąco. Leżałam zwinięta w kłębek na mojej czarnej macie pod czarnym śpiworem. Czułam jak moje ciało chłonie odpoczynek od długiego marszu. Po chwili zatopiłam się w snach.
Obudziłam się,słysząc kroki od strony moich nóg-czyli od wejścia do jaskini. Lekko uchyliłam powieki i zobaczyłam dwie czarne postacie zakradające się do naszego schronienia. Moja ręka automatycznie złapała za rękojeść sztyletu. Diana niespokojnie poruszyła się w swoim śpiworze,co na chwilę zatrzymało obie postacie,zlewające się z ciemnością. Kiedy podeszły na tyle blisko,że mogłam oddać czysty rzut,rzuciłam sztyletem i sięgnęłam po drugi,ale druga postać mnie zaskoczyła. No bo kto normalny by na mnie skoczył? Tak właśnie taka inteligentna osoba jak ten na mnie. Zablokował mi nogi i unieruchomił ręce. Zatkał moje usta swoją ręką jak chciałam krzyknąć i boleśnie wykręcił moją lewą rękę,bo na prawej miał swoje kolano. Jego towarzysz z pewnością nie żyje. Dopiero jak przyjrzałam się mojemu napastnikowi zobaczyłam,że ma na sobie czerwony strój bojowy. Tam gdzie znajduje się serce miał wypalone dwa czarne węże zjadające swoje ogony na stroju. Herb Lucasa. Zirytowana własną głupotą przewróciłam oczami. No raczej,że to jeden z wojowników Lucasa. Brunet bo chyba był brunetem uśmiechnął się lekko. Jego oczy były piwne i ukazywały dziwne emocje,w które nie mam ochoty się zagłębiać. Byłam unieruchomiona i co z tego? Bez użycia ciała też go mogę zabić. Naparłam na jego umysł i z radością,że wypróbuje nową metodę zabijania zaczęłam się bawić jego odczuciami. Posyłałam do jego mózgu ogromny ból,a jak to nie skutkowało,bo mnie blokował przeszłam lekko zła na jego fizyczne odruchy. Zaczęłam napędzać jego krew w żyłach i podgotowywałam jego narządy wewnętrzne. Jego żyły nie wytrzymały nawet minuty po takim szybkim krążeniu i rozerwały się. Osunął się w bok martwy. Śmierć przez pęknięcie żył. Ciekawa śmierć. Zrobił mały hałas upadając na kamienną podłogę jaskini,przez co reszta się obudziła i złapali za broń. Ułożyłam się wygodnie w śpiworze i popatrzyłam na nich.
-Dwie minuty wcześniej,byście się przydali-skomentowałam.
-Mogłaś nas obudzić-mruknął Alec.
-Jak obudzić,jak byłam unieruchomiona i miałam zatkane usta?-zapytałam.
-No nie mogłaś-stwierdził Jece. Położyli się z powrotem spać.









                               ************************************************

Hej Aniołki! 3 KOMENTARZE i będzie następny rozdział.









piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 14. Co to do cholery jest?!

Wzięłam orzeźwiający prysznic,ubrałam czarną bluzkę,czarne spodenki,a na to ubrałam czerwony kombinezon ochronny na ścigacza i byty. Wzięłam szczotkę i pięć minut trwała wojna pomiędzy szczotką w mojej ręce,a włosami. Uśmiechnęłam się z satysfakcją,że wygrałam wojnę z włosami i wyszłam z domu. Ubrałam czerwony kask i wsiadłam na mojego czerwonego ścigacza. Wyjechałam na ulicę i rozpędzając się do 120/h zaczęłam robić swój zwód. Zrobiłam kilka rundek wokół opuszczonych magazynów dla pewności,że zostałam sama i ruszyłam do mieszkania mojego informatora. Kiedy już go jakoś przekonam-co z pewnością nie będzie łatwe-muszę odwiedzić jeszcze dwóch informatorów. Zgasiłam ścigacza i zaciągnęłam go za drzewo w gęste krzaki. Ściągnęłam kask i bezszelestnie weszłam do ruiny opuszczonego budynku. Dziwne,że jeszcze się nie zapadł. Zaczęłam ostrożnie wchodzić po zrujnowanych grożących zawaleniem schodami. Kiedy dostałam się na drugie piętro podeszłam do ceglanej ściany i z mojej pamięci wydobyłam kilka wskazówek gdzie jest ruchoma cegła. Wcisnęłam ją dłonią dwa centymetry do środka i obserwowałam jak ukryte przejście się rozsuwa bezszelestnie. Nacisnęłam na klamkę i popchnęłam szare drzwi do środka. Cicho je zamknęłam i ruszyłam jasnym korytarzem do schodów,prowadzących wyżej. Zaczęłam z gracją pantery po nich wchodzić na górę. Wcale nie hałasowałam. Kiedy stanęłam na szczycie schodów usłyszałam kroki. Kilka osób było w salonie i z tego co słyszałam wcale nie przyjaźnie nastawionym do Seana-mojego informatora. Nigdy nie miał nieproszonych gości,a jak już to na pewno go nie bili,a słysząc ciche jęki Seana stwierdzam,że go biją. Wyciągnęłam ze schowka miecz. Co z tego,że w bytach mam dwa sztylety? Bezszelestnie stanęłam za ścianą,która oddzielała mnie od całej sceny i wychyliłam głowę. Sean był przytrzymywany przez dwóch czarnowłosych Upadłych,z wysuniętymi czarnymi skrzydłami. Nie dobrze. Chłopak-najprawdopodobniej przywódca tych dwóch Upadłych przyłożył Seanowi w brzuch. Przez co uderzony ponownie jęknął i zgiął się w pół,ale nie na długo był w takiej pozycji,bo czarnowłosi od razu go wyprostowali. Skądś znałam sylwetkę chłopaka,który okładał pięściami Seana. Czekałam na odpowiedni moment do wkroczenia. Mój informator wiedział kim byłam-tak byłam,bo nie wiedział,że jestem mieszańcem i to pomieszanym i mam skrzydła-i wiedział o wszystkich stworzeniach nadprzyrodzonych.
-Wiesz Sean,zawsze myślałem,że mogę Ci ufać-odezwał się chłopak,który był odwrócony do mnie tyłem i bił już i tak mocno pobitego. Zesztywniałam na jego słowa. Lucas...to on stał do mnie tyłem i bił Seana. Wiedziałam,że skądś znam jego posturę. Teraz już wiem skąd. Przecież szłam za Lucasem zobaczyć jak zabijają małego chłopca za niewinność-Ara. Jeśli teraz wkroczę to będzie mnie miał jak podaną na talerzu,a jeśli tego nie zrobię-zabiją Seana. Bezszelestnie wycofałam się do kuchni i użyłam najsłabszego zaklęcia jakie znałam. Wycofałam się do korytarza i schowałam w szafie. Chyba wyczuli zaklęcie,bo zostawili Seana i zaaferowani wbiegli do kuchni-w moja zasadzkę. Kiedy tylko weszli do kuchni uruchomiłam całą serię zaklęć obezwładniających i oślepiających. Wyszłam z szafy i wbiegłam do salonu. Niesamowite jacy są głupi. Teraz najtrudniejsze zadanie. Wyparcie moich skrzydeł z pleców. Skupiłam się i czując potworny ból-zablokowałam odczucia. Duże białe skrzydła wyrosły z moich łopatek. Mój czerwony kombinezon na plecach był w strzępach-ja to wiem. Przytuliłam Seana do swojego ciała,żeby nie spadł i wyskoczyłam z nim przez okno. Szkło otoczyło mnie na kilka sekund aureolą. Przy okazji podpaliłam swój ścigać,żeby nie mogli mnie namierzyć,ani dowiedzieć się,że to ja uratowałam Seana. Zostawiłam im małą gorącą niespodziankę,która ma trzy sekundy na zrobienie bum. Cały budynek zaczął się trząść i wszystkie okna się rozbiły przez ogień. Jedynym dobrym posunięciem się Seana,było kupienie dynamitu i trzech granatów. Widocznie otworzyli szafkę z dynamitem i automatycznie otworzyli zawleczki granatów. To jest dla nic wskazówką-Ogień i wybuch-i ostrzeżeniem. Dobrze,że jednak chciało mi się przyjechać do niego. Uratowałam go przez długą i bolesną śmiercią. Jest trzecia w nocy,a ja jestem stuprocentowo osłaniana przez ciemność. Nie mogą mnie rozpoznać,bo jest noc.
-Coś leci za nami-wybełkotał Sean-Srebrne,długie i z tego ci widzę ostre-opisał to co leciało za nami. Skręciłam gwałtownie i zniżyłam kurs. Leciałam najszybciej jak umiałam. Po dwóch minutach wylądowałam przed drzwiami do mojego domu. Otworzyłam je kopniakiem i weszłam do środka. Sean jakoś doszedł do salonu i usiadł na fotelu. Ja natomiast upadłam na kolana w progu salonu. Moi przyjaciele naradzali się nad czymś ważnym,a;e przerwali i zlustrowali wzrokiem Seana ledwie przytomnego. Po chwili spojrzenie wszystkich spoczęło na mnie. Zacisnęłam dłonie w pięści i powoli zaczęłam wpychać moje skrzydła pod skórę. Ból który czułam był nie do opisania. Jakby ktoś wbijał mi małe ostre igiełki w łopatki i po sekundzie je wyciągał. Po pięciu minutach ból zniknął,a ja mogłam wstać i usiąść na fotelu.
-Co mu się stało?-zapytała Diana,wskazując na śpiącego Seana.
-Miał spotkanie z Lucasem,dość nieprzyjemne. Zwabiłam ich do kuchni,wcześniej bawiąc się magią,by ich uwięzić i pogrzebać. Do tego zabawiłam się w żołnierza. Zostawiłam im dynamit i trzy granaty. Wszystko wybuchło jak tylko wyleciałam z nim z jego domu...-opowiedziałam w skrócie-Niech zgniją w piekle-zakończyłam z uśmiechem. Siedzieliśmy tak z dobre trzy godziny i zastanawialiśmy się gdzie może być ukryta pół elfka.
-Ma ktoś jakieś lepsze domysły?-zapytałam wyczerpana.
-Może być więźniem ludu fearie i ich Królowej-odpowiedział Sean,który ocknął się kilka minut wcześniej. Doszedł do siebie i teraz jadł kanapkę.
-Lud fearie?-zapytała Katrina z zaciekawieniem.
-Blade ludki o kolorowych włosach. Żyją wiecznie pod ziemią,a ja znam wejście-odpowiedział.
-Jutro złożymy odwiedziny Królowej fearie-oznajmiłam. Wszyscy się zgodzili i rozeszliśmy się do pokoi. Rzuciłam się na łóżko w ubraniu i szybko zasnęłam.
Obudziłam się po ósmej. Wzięłam prysznic,ubrałam bluzkę czarną,czarne rurki,a na to ubrałam strój do walki zrobiony z czarnej skóry. Pozwalał na swobodne poruszanie się i ochronę przed jakimiś truciznami,latającymi mieczami czy nożami. Rozczesałam włosy i związałam je w kucyka. Na ręce założyłam skórzane rękawiczki bez palców. Do sprzączek i pasków powsadzałam moje białe noże i sztylety. Przez ramię przewiesiłam biały duży łuk elfów posypany złotem i biały duży kołczan z ponad piędździesięciona strzałami biało-złotymi. Zapięłam pasek z moim mieczem rodowym i ubrałam czarne buty do kolan. Zeszłam na dół do salonu. Reszta była ubrana tak samo ale różniliśmy się kolorami broni i ogólnie bronią. Dostałam od Aleca srebrną stele z białym kamieniem na jednym końcu. Stelą mogę narysować sobie dowolną Anielską Runę i działa. Przeszliśmy przez Portal,który stworzył Jece i już po chwili wiatru i spadania,byliśmy w jakiejś komnacie z sześcioma korytarzami.
-No to którędy teraz?-zapytał Jece.
Lily-Królowa Ludu Fearie.
-A mówiłam,żeby wziąć z nami Seana-mruknęłam i na chybił trafił poszłam przed siebie,a reszta za mną. Korytarz był jasny i zielony od mchu. Moje orientowanie się w terenie było świetne na powierzchni,a pod ziemią musiałam ufać samej sobie i mojej intuicji. Po jakichś pięciu minutach korytarz zamienił się chyba w salon. Na czerwonej kanapie leżała blada,błękitno włosa dziewczyna o niebieskich oczach. Była ubrana w błękitną suknie. Chyba weszliśmy tam gdzie nie powinniśmy wejść. Jesteśmy w sali tronowej Królowej. Mogliśmy wziąć go ze sobą. Wycofujemy się bezszelestnie-oznajmiłam reszcie. Wycofaliśmy się bezszelestnie do połowy korytarza. Żałując,że nie ma z nami Seana,wróciliśmy do komnaty z sześcioma korytarzami.
-To może dobierzemy się w pary i każda wejdzie do jednego korytarza?-zaproponowałam. Diana i Araziel weszli do pierwszego od ściany korytarza,Katrina i Jece weszli do korytarza obok,a ja poszłam za Aleciem i jego instynktem. Wybrał korytarz obok tego,z którego przed chwilą wyszliśmy. Był trochę ciemniejszy od reszty i już po pięciu minutach widać było pierwsze cele. Oczywiście pilnowało ich dwóch strażników i jakiś olbrzym. Seryjnie...Był większy od goryla stojącego na dwóch nogach i równie silny jak stado goryli. Był szary i miał sierść jak niedźwiedź. Oboje z Aleciem zatrzymaliśmy się. Ściągnęłam z ramienia łuk i wyciągnęłam jedną strzałę. Nałożyłam na cięciwę,napięłam,wycelowałam i puściłam. Sięgnęłam po następną i ponowiłam czynność. Dwoje strażników leżało na ziemi martwych ze strzałami sterczącymi w klatkach piersiowych. Nigdy nie chybiam.
-Poszukaj dziewczyny,a ja się zajmę Puszkiem-oznajmiłam.
-Nie zamierzam się sprzeciwiać-stwierdził Alec i zszedł mi z drogi. Odłożyłam na podłogę łuk i sięgnęłam do dwóch sztyletów. Z drapieżnym uśmiechem,zbliżałam się do Puszka. Zagwizdałam głośno,żeby mnie zauważył. Ryknął głośno pokazując wielkie kły. Powiedzmy,że jego ryk mnie przez kilka sekund ogłuszył. Muszę go odciągnąć od cel więźniów fearie. Pomieszczenie było tak wielkie,że spokojnie mogłabym się przemienić i walczyć latając.
-Kici kici!!!-zawołałam go jak kota. Widziałam na czerwono. Zlustrowałam Puszka wzrokiem i wykryłam jego słaby punkt,zaraz po tym jak się rzucił w moją stronę. Zrobiłam unik w prawo-odciągając go od korytarza,w którym stał Alec. Puszek rąbnął całym ciałem w ścianę obok mnie jak odskoczyłam kilka metrów w bok.
-Kupo sierści nie potrafisz biegać?! Jestem tylko małym człowiekiem,a ty nie potrafisz mnie złapać?!-zakpiłam z niego. Był całkiem rozumny i mocno się wściekł-Wolne!!-krzyknęłam do Aleca,chowając sztylety do sprzączek,z których je wyciągnęłam-No Klopsie ruszysz się dzisiaj?!-zawołałam do Puszka,który się na mnie rzucił-Jebać Lucasa!-mruknęłam i zmieniłam się w wilczycę. Schowałam skrzydła pod skórę i również rzuciłam się na Puszka. Runęliśmy na ziemię razem,zadając sobie ciosy i gryząc. Rzucił mną o ścianę. Kiedy znalazłam się na ziemi,bolało mnie całe ciało. Rąbnęłam z ogromną siłą o tą ścianę. Chwiejnie podniosłam się i z żądzą zemsty rzuciłam na jego szyję. Zacisnęłam z całą siłą szczękę i przekręciłam głowę. Usłyszałam trzask kości i po chwili oboje runęliśmy na ziemie,z tym wyjątkiem,że ja wciąż żyłam. Wyciągnęłam spod brązoletki moją stele i nakreśliłam zawijane czarne linie podobne do winorośli Znak Uzdrawiający. Pieczenie ustało gdy skończyłam Znak na szyi. Po chwili siniaki zniknęły razem z bólem. Usiadłam powoli.
-Clary! Jesteś cała?-zapytał Alec,podbiegając.
-Chyba tak-odpowiedziałam,pozwalając by mnie podniósł-Znalazłeś ją?-zapytałam.
-Tak. Żyje i jest cała-odpowiedział. Kiwnęłam głową i popatrzyłam na martwego Puszka.
-Jego ryk chyba usłyszeli wszyscy-stwierdziłam. Usłyszeliśmy cichutkie szybkie kroki i po chwili z tunelu naprzeciwko martwego Puszka wybiegli Jece,Diana,Katrina i Araziel.
-Co to do cholery jest?!-pisnęła Diana.
-Poznajcie martwego Puszka-rzuciłam sarkastycznie.
-Żołnierze i kilku Nocnych Łowców,więc pora stąd pryskać-stwierdził Jece.
-Możemy im trochę utrudnić wyśledzenie nas po odciskach butów-oznajmiłam i pstryknęłam palcami.






                                      ****************************************
Hej Aniołki! Jak Wam się podoba rozdział? Co Clary wyczarowała? Dadzą radę uciec rycerzom fearie i Nocnym Łowcą?