czwartek, 23 października 2014

Uwaga!

Mam jeszcze karę na komputer do 27 października,ale 20 rozdział pojawi się 29 października jeśli pod tym postem będzie 10 komentarzy i rozdział się pojawi 29.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 19. Opowiedzieć Ci baśń?

Spędziliśmy w Idrisie tylko jeden miesiąc. Przez ten miesiąc mogłam spokojnie dojść do siebie i nabrać siły oraz nauczyć się walczyć naraz z kilkoma osobami. Herondale doczepił się do mnie jak rzep psiego ogona i nie chciał odpuścić. Ja nie wiem jak to się stało,że wylądował w szpitalu dla nocnych łowców. Ja mu tylko podałam jakąś miksturę. Jeszcze dokładnie nie wiem jak ona działa,ale już wiem przynajmniej,że działa. Teraz jestem w drodze do Las Vegas. Tak,niestety jedziemy,a nie przechodzimy przez Portal. Dostaliśmy zadanie do wykonania. Mamy chronić pewną rodzinę przed ninja zabójcami. Są szybcy,bezszelestni i brutalnie zabijają. Na akcję pod kryptonimem "dokopać ninja" przydzieleni zostali tylko nocni łowcy. Ja,Alec,Will,Jem,Izzy,Emma,Jessie i Augustus. Ja z Aleciem siedziałam najdalej jak było to możliwe od reszty i cicho rozmawialiśmy ze sobą. Herondale (Will) i Carstairs (Jem) siedzieli dwa siedzenia przed nami i również ze sobą cicho gadali. Natomiast Lightwood Izzy) i Branwell (Emma) spały. Verlac (Augustus) prowadził mini busa,a Lovelace (Jessie) czytał książkę.
-Wkurza mnie-oznajmił przez zęby w pewnej chwili moja bratnia dusza,gdy po raz kolejny Herondale się odwrócił i spojrzał na mnie. Myślał,że wypiłam herbatę,którą mi dał. Nie chce wiedzieć co w niej było,ale moje zdechłe róże nagle ożyły,kiedy wylałam na nie ciepłą substancję. Podejrzewam eliksir miłosny albo jakieś inne tego typu debilstwo.
-Nie tylko ciebie-mruknęłam. Byłam rozwalona na trzech,a właściwie czterech fotelach na końcu mini busa. Alec siedział na czwartym,a ja miałam głowę na jego kolanach. i gapiłam się na sufit pojazdu. Nogi niestety musiałam ugiąć w kolanach. Alec bawił się moimi włosami,a właściwie próbował je bardziej poskręcać i uczył się robić warkocze. Cały czas rozmawialiśmy i uśmiechaliśmy się. Dla kogoś z boku mogło się wydawać,że jesteśmy parą i kochamy się nad życie,ale w praktyce byliśmy Nocnymi Łowcami w dodatku Parabatai. Tu jest miłość,ale kochamy się jak brat i siostra niż para.
-Masz jeszcze te ataki?-zapytał po chwili ciszy i obserwował moją reakcję. Najpierw się wzdrygnęłam,a potem skrzywiłam. Już nie są takie częste jak na początku. Wcześniej trwały dziesięć minut,a teraz tylko trzy minuty. Trzy wiecznie dłużące się minuty moich wrzasków i zwijania się na ziemi z bólu nie do opisania. Mam je coraz rzadziej,ale wiem,że one się nigdy nie skończą.
-Tak,ale jest lepiej-odpowiedziałam słabym głosem,kiedy tylko przypomniał mi się ten ból.
-Chciałbym,żeby ataki zniknęły na zawsze-powiedział.
-Ja również-zgodziłam się z nim. Alec zamyślił się,bawiąc moimi włosami,a ja zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć,ale było to niemożliwe bo mój organizm był wypoczęty. Natomiast stan psychiczny po ostatnim ataku spadł z 20 poziomu na 19 poziom. Moja psychika działała jeszcze dzięki Alecowi i moim przyjaciołom oraz Kate,którą nienawidzę z całego serca i nie mam zamiaru się zabijać albo dać zabić. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Oczyszczałam swój umysł z myśli i odczuć oraz emocji. Tylko tak mogłam zapaść w sen czy małą drzemkę.
Czułam długie i chude palce Aleca w moich włosach oraz rękę Aleca na moim brzuchu i było mi ciepło. Głównie dlatego,że moja bratnia dusza przykryła mnie czarnym kocem i siebie również. Otworzyłam oczy i odwróciłam lekko głowę w prawo,by zobaczyć śpiącego bruneta. Kilka pukli włosów spadło mu na czoło,blada cera podkreślała jego wydatne kości policzkowe. Blado malinowe usta były wygięte w lekkim uśmiechu. Jego głowa opierała się o szybę. Powoli usiadłam na siedzeniach. Ręka Aleca spadła z mojego brzucha,co spowodowało,że się obudził. Usiadłam jak człowiek tuż przy oknie i patrzyłam jak krople deszczu spływają po szybie i łączą się ze sobą. Tym razem to Alec położył się na kolanach. Moich kolanach. Położył się na lewym boku,plecami do oparcia fotela,z głową na moich kolanach. Swoje ręce owinął wokół moich kolan i lekko je ścisnął,kładąc głowę na moich udach. Przykryłam go kocem po samą szyję i wgapiłam się w szybę. Przypomniała mi się pewna baśń.
-Opowiedzieć Ci baśń?-zapytałam go cicho,na co mruknął przytakująco-Było raz sobie trzech braci,którzy wędrowali opustoszałą,krętą drogą o zmierzchu. Doszli w końcu do rzeki zbyt głębokiej,by nią przejść, i zbyt groźnej,by przez nią przepłynąć. Bracia znali się na czarach,więc po prostu machnęli różdżkami i wyczarowali most nad zdradziecką tonią. Byli już w połowie mostu,gdy drogę zagrodziła im zakapturzona postać. I Śmierć przemówiła do nich. Była zła,że tym trzem nowym ofiarom udało się ją przechytrzyć,bo zwykle wędrowcy tonęli w rzece. Nie dała jednak za wygraną. Postanowiła udawać,że podziwia czarodziejskie zdolności trzech braci,i oznajmiła im,że każdemu należy się nagroda za przechytrzenie Śmierci. I tak,najstarszy brat,który miał wojownicze usposobienie,poprosił o różdżkę,której magiczna moc przewyższałaby moc każdej z istniejących różdżek,za pomocą której zwyciężyłby w każdym pojedynku-różdżkę godną czarodzieja,który pokonał Śmierć! I tak Śmierć podeszła do najstarszego drzewa rosnącego nad brzegiem rzeki,wycięła z jego gałęzi różdżkę i dała najstarszemu bratu,mówiąc:"To różdżka z czarnego bzu,zwana Czarną Różdżką. Mając ją w ręku,zwyciężysz każdego". Drugi w kolejności starszeństwa brat,który miał złośliwe usposobienie,postanowił bardziej upokorzyć Śmierć i poprosił o moc wzywania umarłych spoza grobu. I Śmierć podniosła gładki kamień z brzegu rzeki,dała mu go i powiedziała,że ów kamień ma moc ściągnięcia umarłego z zza grobu. Potem Śmierć zapytała najmłodszego brata,co by od niej chciał dostać. A był on z nich trzech najskromniejszy,a także najmądrzejszy,więc nie ufał Śmierci. Poprosił o coś,co pozwoliłoby mu odejść z tego miejsca,nie będąc ściganym przez Śmierć. I Śmierć,bardzo niechętnie,wręczyła mu swoją Pelerynę-Niewidkę. Wówczas Śmierć odstąpiła na bok i pozwoliła trzem braciom przejść przez rzekę i powędrować dalej,co też uczynili,rozprawiając o przygodzie,która im się przytrafiła,i podziwiając dary Śmierci. I zdarzyło się,że trzej bracia się rozdzielili,każdy poszedł własną drogą. Pierwszy brat wędrował przez tydzień lub dwa,aż doszedł do pewnej dalekiej wioski i odszukał czarodzieja,z którym się kiedyś pokłócił. Mając Czarną Różdżkę w ręku,nie mógł przegrać w pojedynku,który nastąpił. Zostawił ciało martwego przeciwnika na podłodze,a sam udał się do gospody,gdzie przechwalał się głośno mocą swojej różdżki,którą wydarł samej Śmierci i dzięki której stał się niezwyciężony. Tej samej nocy do najstarszego brata,który leżał w łóżku odurzony winem,podkradł się inny czarodziej. Zabrał mu różdżkę i na wszelki wypadek poderżnął gardło. I tak Śmierć zabrała pierwszego brata. Tymczasem drugi brat powędrował do własnego domu,w którym mieszkał samotnie. Zamknął się w izbie,wyjął Kamień,który miał moc ściągania zmarłych zza grobu,i obrócił go trzykrotnie w dłoni. Ku jego zdumieniu i radości natychmiast pojawiła się przed nim postać dziewczyny,z którą kiedyś miał nadzieję się ożenić,zanim spotkała ją przedwczesna śmierć. Była jednak smutna i zimna,oddzielona od niego jakby woalem, Choć wróciła zza grobu,nie należała prawdziwie do świata śmiertelników i bardzo cierpiała. W końcu ów drugi brat,doprowadzony do szaleństwa beznadziejną tęsknotą,zabił się,by naprawdę się z nią połączyć. I tak Śmierć zabrała drugiego brata. Choć Śmierć szukała trzeciego brata przez wiele lat,nigdzie nie mogła go znaleźć. Dopiero kiedy był w bardzo podeszłym wieku,zdjął z siebie Pelerynę-Niewidkę i dał ją swojemu synowi. A wówczas pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela i poszedł za nią z ochotą.i razem,jako równi sobie,odeszli z tego świata.*-zakończyłam baśń o Trzech Braciach. Alec już zasnął,a reszta prócz kierowcy już dawno spała. Deszcz przybrał na sile,a ja się zamyśliłam nad przenośnią tej baśni,a właściwie opowieści. Wszelkie wysiłki człowieka,być nieśmiertelnym są z góry skazane na porażkę. Śmierć zawsze po nas przyjdzie,będzie cierpliwie czekać,aż w końcu się doczeka i weźmie dusze zmarłego ze sobą do innego świata. Czarownicy też mogą umrzeć,choć jeśli ktoś ich pokona i zabije. Wszyscy kiedyś umrzemy. Taki jest nasz los.



                                               *******************************
Witajcie! Gdyby co mnie tutaj nie było i nie dodałam rozdziału! Pamiętajcie! Mam w końcu ten szlaban na komputer,ale korzystam z okazji,że nikogo nie ma w domu i w dodatku jest noc. Następny rozdział pojawi się niebawem (zapewne w podobnych okolicznościach).
* Opowieść o Trzech Braciach zapewne znacie z HP. Przepisałam ją z książki (Baśnie Barda Beedle'a) J.K. Rowling.
To tyle na razie! Do zobaczenia!



















niedziela, 28 września 2014

Uwaga!

Z racji tego,że mam szlaban nie mogę dodać (napisać) kolejnego rozdziału. A mój szlaban na kompa będzie trwał do 27.10.2014 roku,więc proszę o wyrozumiałość. Oczywiście dodam 9 rozdział,ale jak będę miała jakąś okazję do tego,a na razie na żadną się nie zapowiada. :(. Nie wagarujcie,naprawdę odradzam.

czwartek, 11 września 2014

Rozdział 18. Jestem Twoją bratnią duszą,Alec.

Po dwóch dniach dziwnych eksperymentów na mnie przez Cichych Braci,pozwolili mi opuścić szpital. Ubrałam jakoś spodnie,ale bandaż z jakimś świństwem na plecach mi trochę przeszkadzał,bo nie mogłam się schylać. Byłam ubrana na czarno,jak każdy inny Nocny Łowca w Idrisie. Herondale już mnie nie odwiedził,co było mi na rękę. Nie zamierzam się z nim zaprzyjaźnić czy nawet zakolegować. Ubrałam czarną bluzę Aleca i założyłam buty. Z pomocą Aleca wstałam i wyszliśmy z budynku. Ból ustąpił,ale ja wiem,że on wróci ze zdwojoną siłą-zawsze tak jest. Dzisiaj jest specjalny dzień. To właśnie dzisiaj oficjalnie i nieodwracalnie zostanę Parabatai Aleca i on moim. Jestem podekscytowana i zmęczona jednocześnie. Będę mieszkać w rezydencji Waylandów,bo tylko ja z rodziny jeszcze żyję. Mijaliśmy powoli obcych mi ludzi,którzy zatrzymywali się i patrzyli na mnie jak na jakiś bezcenny obraz,co mi się nie podobało. Napięłam się odruchowo i wgapiłam się w drzewo kilka metrów przed nami.
-Nawet na nas nie zwracali większej uwagi,a na Ciebie się gapią jak ciele w namalowane wrota-skomentował Alec.
-Skarżysz się?-zakpiłam z niego. Lubiłam mu dogryzać. Oboje lubiliśmy się ze sobą drażnić.
-Jestem tylko trochę zazdrosny-mruknął cichutko,że ledwie go usłyszałam.
-Nie musisz-kiedy tylko powiedziałam te słowa,zostałam przyduszona przez ramiona Diany,która niechcący sprawiła,że ból w plecach podwoił się. Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku oprócz długiego westchnienia. Moja maska zawitała na twarzy wraz z szerokim uśmiechem.
-Tak cholernie się martwiliśmy!! A Oni nie chcieli mnie do Ciebie wpuścić!!-zawyła jednocześnie oburzona i uradowana. Zaśmiałam się cicho,gdy do miażdżenia mnie dołączyła jeszcze Katrina. Jak miażdżyć to grupowo,nie?
-Miażdżycie-oznajmiłam rozbawiona. Obie w tym samym czasie się odsunęły ode mnie.
-Gratulację-zapiszczały obie radośnie. Uśmiechnęłam się lekko i kątem oka zobaczyłam czuprynę Jece'a znikającą za rogiem jakiegoś sklepu. Nie musiałam nawet mówić tym kochanym pojebańcom dokąd idę i po co. Oni wiedzieli.
-Zaczekamy tutaj-oznajmił Alec. Kiwnęłam prawie niezauważalnie głową i ruszyłam za blond czupryną czymś pomiędzy sprintem,a truchtem. Nie miałam na razie dobrej kondycji po moim "spaniu". Jece ubrany w fioletowy podkoszulek z brokatowym nazwiskiem i szare dresy. Jasne jak słońce było,że kilka minut wcześniej miał trening z Bane'm. Alec dużo mówił jak leżałam w szpitalnym łóżku. Nas będzie uczyła Fiona Verlac,najlepsza Nocna Łowczyni w dziejach Nocnych Łowców. Nie dowiedziałam się jaki strój będę nosić,bo jeszcze nie ma ustalonych obowiązkowych treningowych strojów dla Nocnych Łowców. Dogoniłam blondyna i złapałam go za ramie,zmuszając by się zatrzymał.
-Pędzisz jak struś-sapnęłam.
-Żyjesz-stwierdził Jece.
-Umarłam i teraz Cię prześladuje-powiedziałam z ironią-Wybaczam Ci to co się stało na tamtej planecie-oznajmiłam poważnie. On tylko uśmiechnął się kpiąco pod nosem i ruszył przed siebie leniwym krokiem. Przez chwilę gapiłam się zdezorientowana na jego plecy,ale po chwili odwróciłam się z ironicznym uśmiechem i ruszyłam do przyjaciół.
                                                              *****
-Nie nalegaj na mnie,abym Cię opuścił i odszedł od Ciebie,albowiem dokądkolwiek pójdziesz tam ja pójdę,gdzie zamieszkasz tam ja zamieszkam. Lud Twój będzie moim ludem. Bóg Twój,moim Bogiem. Gdzie Ty umrzesz i ja umrę i tam zostanę pochowany. Anioł zrobi to dla mnie. I tylko śmierć nas rozłączy. Tak nam dopomóż Aniele!-powiedzieliśmy razem. To właśnie przysięga Parabatai,znaki zrobiliśmy sobie wcześniej i nawet nie zgadniecie gdzie mamy Runę. Nie,nie na tyłku,chodź Alec chciał ale cudem go odwiodłam od tego pomysłu. Nasze Runy były centralnie na sercu,tam gdzie jest. Ja miałam po lewej stronie i Alec po lewej,bo nasze serca były wyjątkowe.
Runa Parabatai
Teraz Runa na moim sercu pulsowała łagodnie,jak drugie serce. Uśmiechnęłam się. Brat Zachariasz i Brat Enoch byli naszymi świadkami. Oprócz nich i przyjaciół bez Jece'a była jeszcze Konsul i Inkwizytor. Byliśmy w moim domu,a właściwie moim i Aleca. Wszyscy byliśmy ubrani tak jak swoje rasy. Katrina na biało,Diana na czerwono,a reszta na czarno z wyjątkiem Cichych Braci,którzy byli ubrani w szare,pergaminowe stroje. Po jakiś pięciu minutach zostaliśmy sami. Diana i Katrina poszły na trening. Alec został i razem wżeraliśmy lody.
                                                                    ****
Ubrana i gotowa na pierwszy trening ruszyłam z Alec'iem-konno oczywiście-do Idrisu. Mój nowy dom był oddalony od miasta kilka kilometrów. Teraz centralnie mieszkam w lesie i żeby szybko dostać się do miasta muszę jeździć na koniu. Oczywiście na olep,bo jeszcze nie znalazłam siodła. Sela-moja czarna klacz-była dość udomowiona i polubiła mnie. Poza tym dowiedziałam się kilka interesujących faktów. Konie Waylandów uciekły do lasu i trochę zdziczały. Słuchają tylko mojego rodu i mają charakterki. Stado mieszka w lesie,obok rezydencji i nie lubi Diany. Kiedy kłusem jechałam za Aleciem,który na brązowym koniu prowadził nas do sali treningowej,wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na moją czarną klacz i na mnie. Sela jest niby najdziksza i najbardziej niebezpieczna ze stada,dlatego została przywódcą. Druga część moim zdaniem jest tylko prawdziwa. Klacz faktycznie jest przywódcą stada,ale nie jest najdziksza i najniebezpieczniejsza. Oni chyba nie natknęli się na Karesa. Niby biały,majestatyczny koń powinien być łagodny jak baranek,ale prawda jest taka,że Kares jest w cholerę dziki i on po prostu nie przepada za mną i Aleciem. Normalnie diabeł wcielony. Zatrzymałam klacz tuż przed kilkoma schodami prowadzącymi do sal treningowych. Na schodach stali uczniowie w swoich strojach i czekali na pierwsze zajęcia. Mówiąc uczniowie mam na myśli Nocnych Łowców,Wilkołaki,Wampiry i Czarodziei. Katrina uczy się z Czarodziejami i Wilkołakami. Wszyscy się na nas patrzeli jak tylko nas zobaczyli. Zsiadłam z Seli i pogłaskałam ją delikatnie po szyi.
-Wróć po mnie jak słońce będzie dotykać czubków drzew-szepnęłam do niej. Parsknęła i razem z Piorunem zaczęła biec z powrotem do stada. Odwróciłam się w samą porę by sobaczyć biegnącą z wampirzą szybkością Dianę. Po kilku sekundach już mnie przytulała. Poklepałam ją po plecach delikatnie i uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak Ty to robisz,że ta wredna klacz Cię lubi?-zapytała,kiedy się ode mnie odkleiła.
-Rozumiem ją,tak jak ona mnie-odpowiedziałam i we trójkę ruszyliśmy po schodach na górę. Alec zaprowadził mnie do "szefowej" nauczycieli i zostawił samą. Kobieta za biurkiem była siwowłosą kobietą po piędźdźiesiątcę,miała ostre rysy twarzy,szare oczy i sprawiała wrażenie osoby nie znoszącej sprzeciwu.
-Nazywam się Clarissa Wayland-przedstawiłam się.
-Wiem jak się nazywasz. Za pięć minut masz Sprawdzian Umiejętności w Walce. Potem Wiedza o Demonach. Demonologia. Historia Nocnych Łowców i trening-oznajmiła-Strój już na Ciebie czeka w szatni,zaprowadzi Cię tam Dennis-dodała i wskazała ręką na chłopaka w brązowym stroju treningowym. Był wyższy ode mnie o ponad głowę,co uświadomiło mi jaka jestem niska. Małe jest piękne! Miał białe włosy i srebrne tęczówki,co totalnie mnie zdziwiło. Był poważny i również lustrował mnie wzrokiem. Cóż,muszę przyznać,że nieźle ćwiczył-wywnioskowałam to po jego mięśniach. Chłopak wyszedł na korytarz,więc ruszyłam za nim.
-Masz tylko trzy minuty na przebranie się. Pani Carstairs nie lubi spóźnialskich-powiedział,kiedy otwierałam drzwi do szatni dla dziewczyn. Nie podobało mi się to,że inne dziewczyny będą wiedzieć o moich dwóch bliznach na łopatkach,bo powiedzą o tym wszystkim ludziom,a chciałabym żeby zostało tak jak jest. Ubrałam czarną podkoszulkę z moim herbem i nazwiskiem na plecach. Herb czyli duża podkowa była złota i była na całej długości podkoszulki z przodu. Nazwisko było też złote. Niestety trafiły mi się czarne spodenki,na kieszeniach z tyłu była złota podkowa i czarne buty za kostkę również z podkową złotą. Przebranie zajęło mi dwie minuty. Zdążyłam nawet poskładać swoje ubranie. Dennis gdzieś zniknął,ale za to pojawił się Alec.
-Teraz będą sprawdzane Twoje umiejętności w walce,więc postaraj się i może trafisz do grupy zaawansowanej-oznajmił.
-A Ty w jakiej jesteś grupie?-zapytałam z niby ciekawości.
-Początkującej-odpowiedział cicho.
-Podciągniesz się!-zapewniłam go,jak wchodziliśmy do sali. Wszyscy siedzieli na ławce i gapili się na kobietę z dwoma kijami. Zrozumiałam,że tym będę walczyć z jakimś uczniem. Spokojnie,mam już przygotowany plan działania! Kiedy tylko weszliśmy do sali wzrok wszystkich spoczął na mnie,ale ignorowałam to. Związałam swoje rude włosy związałam w kucyka i podeszłam do wyższej o kilka centymetrów kobiety o brązowych włosach i zielonych oczach. Zrozumiałam,że to jest Pani Carstairs,bo była dużo starsza od uczniów. Ubrana była na brązowo,jak Dennis,który stał pod ścianą i przyglądał mi się. Jego też zignorowałam. Alec poklepał mnie pokrzepiająco po ramieniu i ruszył do ławki. Kobieta przede mną zlustrowała mnie wzrokiem,jakby chciała mnie ocenić. Ukryłam lekki uśmiech. Będzie jak z płatka. Przez wszystkie wolne od "szkoły" dni trenowałam z Aleciem. Straciłam tylko formę,ale nadal dobrze walczyłam. Nie miałam w planie pokazywać na co mnie stać. O nie,to nie wchodziło w mój plan.
-Pokarz co potrafisz,panno Wayland-nakazała,podając mi kij. Trochę trudniej było mi ukryć szeroki uśmiech. Nie zamierzałam nic pokazywać,a szczególnie jak walczę. Mój plan polegał na tym,że mam zamiar walczyć jak niedołęga. Zrobiłam unik w ostatniej chwili przed kijem nauczycielki. Kurczę,to będzie łatwiejsze niż myślałam. Zaatakowałam wcześniej niż ona,ale z łatwością odparowała mój atak.
Po piętnastu minutach walki na kije miałam lekką zadyszkę. Carstairs wygrała osiem razy,a ja dwa.
-Grupa początkująca-oznajmiła. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko. Obstawiam,że moje złote oczy stało się o odcień jaśniejsze. O to mi chodziło. Byłam z siebie zadowolona. To naprawdę trudne przegrywać co chwilę. Usiadłam na uboczu,obok Aleca.
-Czemu dałaś jej wygrać? Jesteś od niej dużo lepsza!-zapytał.
-Jestem Twoją bratnią duszą,Alec-przypomniałam mu.
-Zrobiłaś to dla mnie?-zapytał w totalnym szoku. Skrzyżowałam ręce pod biustem.
-Oczywiście,że tak!-potwierdziłam lekko urażona. Mógł to przewidzieć,ale z drugiej strony mógł przepuszczać,że jednak go posłucham i dam z siebie wszystko...












                                              ******************************

Witajcie Nocni Łowcy! Przepraszam,że tak późno dodaję,ale nie miałam siły i czasu. Szkoła potrafi wykończyć człowieka...Ja chcę wakacje! Jak rozdział? Miał być krótszy,ale zrobiłam dłuższy na przeprosiny. Okey, 4 komentarze i następny rozdział!













wtorek, 2 września 2014

Rozdział 17! Nigdy się nie wycofam.

Zamrugałam powiekami.
-Co takiego chcesz,za przeniesienie nas do Idrisu?-zapytałam razem z Aleciem.
-Twojej wilczej natury i skrzydeł-odpowiedział,przyglądając mi się.
-Mam rozumieć,że jak oddam Ci DOBROWOLNIE wilka,w którego się zmieniam i moje piękne skrzydła po matce to nas przeniesiesz do tego całego Idrisu?-dałam nacisk na "dobrowolnie". Żaden demon nie może zabrać czegoś należącego do innego stworzenia,bez jego zgody.
-W rzeczy samej-potwierdził demon. Zastanawiam się czemu demony przybierają ludzką postać,a nie pokazują swojej prawdziwej. Dlaczego zawsze ja muszę cierpieć?
-Jeśli się nie zgodzę to sobie pójdziesz,a przed powrotem tak gdzie byłeś naślesz na nas wszystkie demony z tego świata?-zgadywałam. Nie muszę być jakąś wróżką,żeby się domyślić co dla nas zaplanował jeśli mu od mówię. Rozłożyłam szeroko ręce,pogodzona z losem i śmiercią. A jak nie umrę,to będę jeszcze Nocnym Łowcą jak Alec,tylko z większą krwią Anioła. Moja ostatnia myśl? Kocham Cię mamo,przepraszam. Demon tylko kiwnął głową-Zgadzam się na nasz układ-powiedziałam pewnie. Po moich słowach,uniosłam się nad ziemię. Demon mnie uniósł dla bezpieczeństwa,że się nie wycofam,ale ja już nie mogłam. Powtarzaj-nakazał demon w moim umyśle-Wyrzekam się wilczej natury i krwi dobrowolnie. Uśmiechnęłam się lekko. Znałam cały rytuał. Mogę go upiększyć.
-Ja Clarissa Wayland dobrowolnie wyrzekam się mojej Wilczej Natury i Krwi w imię dobra przyjaciół-kiedy tylko skończyłam mówić,ból ogarnął moje ciało. Starałam się nie krzyczeć z bólu,ale to nic nie dawało. Krzyczałam,ba! ja wrzeszczałam z bólu. Do tego jeszcze doszedł większy ból po wyrywaniu mi skrzydeł z pleców. Jak zbawienie przyszła ciemność i niewiedza,w którą od razu się rzuciłam. Usłyszałam jeszcze tylko mój głośny oddech i krzyk,a potem nastało ukojenie i ciemność.
                                                               ****
-Cisi Bracia nie dają jej szansy na przeżycie-oznajmił znajomy głos z daleka. Nie wiem ile minęło od zemdlenia. Nie wiem nawet gdzie jestem. Jedynie czuję ból na łopatkach,w klatce piersiowej i gardle.
-Nie wiedzą co się stało. Dostarczyliście ją całą zakrwawioną i nieprzytomną-oznajmił kobiecy głos z bliska. Diana? Musiała stać koło mnie.
-Jej oddech jest słaby i urywany,ale nadal żyję-zauważył chyba Jece.
-A Ty jakbyś oddychał po takich katuszach?!-uniósł swój głos Alec. Zaczęli rozmawiać cicho o czymś,ale nie słyszałam o czym. Umilkli jak ktoś wszedł do pomieszczenia,w którym się znajdowałam.
-O czym rozmawialiście?-zapytał nieznany mi męski głos.
-Nie Twój interes,Herondale!-warknęli chórem moi przyjaciele. Dalej już nic nie słyszałam,bo ciemność znów po mnie przybyła. Poddałam się jej.
                                                
                                                       
                                                               ****

Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam oczy. Musiałam zamrugać kilka razy,by oczy przyzwyczaiły się do jasności i światła słonecznego,które padało prosto na moją twarz. Wsparłam się na łokciach i rozejrzałam po pomieszczeniu. Kilkanaście łóżek szpitalnych było wolne i równo wyścielanie. Znajdowaliśmy się w Idrisie,poznałam po białych,ogromnych i niesamowitych wieżach za ogromnym oknem. Był dzień,a właściwie to chyba popołudnie. Byłam tak pochłonięta,pochłanianiem widoku,że nie zauważyłam nawet jak ktoś wszedł do "pokoju". Odwróciłam głowę dopiero,gdy usłyszałam odchrząknięcie. Obok łóżka,na którym leżałam stał tak na oko osiemnastoletni chłopak o czarnych włosach i niebieskich oczach. Rysy jego twarzy były delikatne,a on sam się lekko uśmiechnął do mnie. Podniosłam jedną brew do góry w pytający sposób.
Will Herondale. 18 lat. Nocny Łowca.
-Jestem Will-przedstawił się i usiadł z gracją pantery na łóżku obok. Słyszałam już ten głos.
-Herondale-mruknęłam zachrypniętym głosem. Kiedy chciałam usiąść,poczułam ból w każdym calu i komórce. Z grymasem bólu wróciłam do poprzedniej pozycji.
-Boli Cię coś?-zapytał zatroskany. Wywinęłam się od odpowiedzi dzięki Alecowi,który wszedł kremowymi drzwiami. Posłałam mu blady uśmiech.
-Jak się czujesz?-zapytał zatroskany. Miał włosy odstające we wszystkie strony,sine worki pod oczami i pomięte czarne ubrania. Widać było,że nie spał od kilku dni i odetchnął z ulgą kiedy zobaczył,że żyję.
-W miarę możliwości dobrze-skłamałam gładko.
-Martwiliśmy się o Ciebie,mała-oznajmił po chwili ciszy Alec-Wyjdź-rozkazał Willowi. Ten popatrzył na mnie i po chwili ruszył do drzwi.
-Masz niezłe blizny na łopatkach-oznajmił szeptem Alec,jak wyproszony chłopak zniknął za drzwiami.
-Czuję się jak śmieć-odpowiedziałam mu.
-Runy uzdrawiające nie działały na Ciebie-oznajmił-Byłaś nieprzytomna przez dwa tygodnie. Nie reagowałaś na nic-dodał po chwili wahania.
-Raz wróciłam-szepnęłam-Ile dni siedzieliście przy mnie?-zapytałam cicho.
-Tydzień siedziała ze mną reszta,a później ich wygonili. Ja zostałem bo przecież mam być Twoim Parabatai-nagle spochmurniał-Chyba,że się wycofujesz-dodał szeptem.
-Nigdy się nie wycofam-zapewniłam go.
Alec siedział jeszcze dwie godziny,a potem przyszli Cisi Bracia i zaczęli mnie "badać'. Oczywiście musiałam usiąść i grzecznie pić wszystko co mi dawali.










                                  ****************************************

Przepraszam Was Aniołki,że dopiero teraz dodaję rozdział ale nie mogłam,bo zabrakło mi pomysłów. Jak Wam minął pierwszy dzień w szkole? Mi w miarę dobrze,ale chce już wakację!
















piątek, 29 sierpnia 2014

Liebester Award czy coś. ^^

 Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość do rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował!

 Blog,który mnie nominował: http://niepowtarzalna-w-marzeniach.blogspot.com/



Pytania i moje odpowiedzi:

 1. Jak masz na imię?
 Monika,ale to już wiesz :D.

 2. Z którym z bohaterów książki chciałabyś się utożsamić?
 Dobre pytanie...Na pewno z Clary z Darów Anioła i może jeszcze z Hermioną z Harrego Pottera.

 3. Masz rodzeństwo?
 Mam. Brata Damiana jest niestety starszy..:/

4. Ulubiona książka?
Tylko jedna? Hmm...Wszystkie książki z serii Dary Anioła...Wilk,Pocałunki Wampira...I chyba tyle jak na razie.

5. Lubisz czytać fantasy? Jeśli tak, to jaka postać najbardziej Ci się podoba?
Oczywiście,że tak! Clary,Jece,Tessa,Alec,Isabelle,Magnus...Za dużo by wymieniać.

6. Lubisz rysować? Jeśli tak, wstaw jakieś swoje dzieło :)
Lubię rysować,ale nie takie normalne obrazki,więc ostrzegam!


7. Czytanie książek czy oglądanie telewizji?
Jak na mola książkowego przystało czytanie książek wybieram.

8. Skąd się wziął pomysł na bloga?
Kiedyś weszłam na jakiegoś bloga i zaczęłam czytać. Po kilku miesiącach doszłam do wniosku,że ja też mogę założyć bloga i chyba wiesz jaki był...

9. Jaki typ muzyki najczęściej słuchasz?
Rap.

10. Napisz jeden blog, który najbardziej lubisz.
Twój ^^.

11. Jakie jest Twoje najwspanialsze wspomnienie?
 Odkryć,że jestem Nocnym Łowcą! xD.

Blogi,które nominuję (pierwsze lepsze w mojej zakładce):

1. http://harry-styles-fan-fiction.blogspot.com/search/label/%23Rozdzia%C5%8216

2. http://humannature-fanfiction.blogspot.com/?zx=824afefdedf7098a


3. http://city-of-the-fallen-ff.blogspot.com/

4. http://lakewood-fanfiction.blogspot.com/2014/07/rozdzia-5-jauntily.html#comment-form

5. http://in-the-eyes-of-the-real-darkness.blogspot.com/#_=_

 6. http://harry-is-a-monster.blogspot.com/

 7. http://theory-of-deadman.blogspot.com/

 8. http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/

 9. http://zatancz-z-morderca.blogspot.com

 10. http://in-the-eyes-of-the-real-darkness.blogspot.com

 11. http://wirus-rzeczywistosci.blogspot.com




 Moje pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Ulubiona książka?
4. Ulubiony film?
5.Masz rodzeństwo?
6. Masz jakieś plany na przyszłość?
7.Do której klasy chodzisz?
8. Ulubiony blog?
9.Co robisz w wolnym czasie?
10.Lubisz chodzić do szkoły?
11.Chciałabyś mieć tatuaż?


P.S. Jesteście nominowani jeszcze na drugim moim blogu: http://niewidocznedlaserca.blogspot.com/


Dziękuję za uwagę!





czwartek, 7 sierpnia 2014

Rodział 16. Niewidoczny dla tych,którzy nie wiedzą jak i gdzie patrzeć.

Biegliśmy ile sił w nogach,a właściwie to ja i Diana biegłyśmy. Ja w postaci wilka ze skrzydłami,a Diana obok mnie. Alec,Jece i Katrina siedzieli na moim grzbiecie i to ja musiałam zasuwać. Diana miała wysunięte kły i jej oczy były czerwone. Byliśmy milę od tego przeklętego zamku,a te małe czerwone gnidy nas wyprzedziły o połowę! Wszystko przez to,że zachciało nam się spać! Napędzana wściekłością przy śpieszyłam,napinając całe ciało. Katrina złapała w ostatniej chwili Dianę za rękę i wciągnęła na mój grzbiet. Po piętnastu minutach byłam na równi z czerwonymi gnidami. Tyle,że ja biegłam po ogromnej górze,a oni na równinie-w dole. Kiedy dostałam zadyszki na końcu pasma górskiego rozłożyłam szeroko skrzydła i wzbiłam się w powietrze.
-Nie boisz się,że nas zauważą i zaczną strzelać?!-przekrzykiwał wiatr Alec. Nie,strzały mnie tu nie dosięgną,bo jestem za wysoko,a poza tym jeszcze nas nie zauważyli i raczej nie zauważą-odpowiedziałam w ich umysłach. Leciałam szybko i między chmurami. Niestety kilka demonów zauważyło nas i zaczęło mnie ścigać.
-Chyba wpadłaś im w oko!!-krzyknął rozbawiony Jece. Położyłam płasko uszy i warknęłam na te latające mendy. Nie podziałało,wręcz przeciwnie! Nakręciło ich to,że stawiam opór! Trzymajcie się mocno!-nakazałam reszcie. Przycisnęli się do siebie i chwycili mojej białej sierści. Zaczęłam nurkować w dół,chcąc ich zgubić. Trzy zostały,a reszta się zgubiła. Te latające żółwie nie odpuszczały,więc złożyłam skrzydła i nurkowałam szybciej. Serce biło mi szybciej. Z ogłuszającym rykiem zawróciłam i rozszarpałam skrzydło najbliższemu demonowi. Zaczął spadać w dół-prosto na czerwone gnidy. Zrobiłam unik w dół i wbiłam swoje pazury w brzuch drugiego demona,rozrywając mu brzuch. Jego wnętrzności-wraz z nim-poleciały w dół. Trzeci demon z wrzaskiem odleciał ode mnie i zaczął uciekać.
-Nie dosięgną nas strzały?!! To popatrz na dół!!-krzyknęła Katrina. Powinni nakręcić film. Byłby najciekawszy na świecie. Przyjaciele na grzbiecie latającego wilka ze skrzydłami uciekają przed strzałami. A sam film powinien się nazywać Strzały i niewypały-powiedziałam do reszty. Rozmyśliłam się nad ucieczką w górę. Rozłożyłam skrzydła i zatrzymałam się w miejscu. Wyciągnęłam szyję w dół i otworzyłam szeroko pysk-czekając. Kiedy strzały były blisko z mojego pyska wypłynął prawie biały ogień. Czułam się normalnie jak smok. Strzały,które leciały we mnie zapaliły się i zaczęły topnieć. Nic do mnie nie doleciało. Kiedy wykorzystałam już swój ogień na tą godzinę,jak torpeda ruszyłam w stronę zamku. Panie i Panowie (!) będziemy pierwsi w Zamku i możemy się bronić na nim całą wieczność. Chyba mają tam jedzenie,nie? Amunicja musi być jak w każdym zamku. Z poślizgiem zatrzymałam się na dziedzińcu ciemnego i cichego. Nikogo nie ma. Złożyłam skrzydła i poczekałam,aż reszta zejdzie z mojego grzbietu. Katrina,Jece i Diana zaczęli wspinać się po schodach na mury zamku. Alec czekał metr ode mnie,na mnie. Zmiana była wolna i bolesna. Kiedy całkowicie się przemieniłam i ból minął,wstałam z zimnej podłogi dziedzińca i powoli ruszyłam z Aleciem do reszty.
-Możemy ich zestrzelić!!-oznajmiła Diana. Podeszła do czegoś co przypominało harpun i włożyła do niej strzałę-ogromną czarną strzałę.
-Diana plus harpun do niebezpieczna para-oznajmił cicho Alec.
-Lepiej zostańmy tu,bo ktoś musi przeżyć-przytaknęłam. Tak więc,my byliśmy na dole i z rozbawieniem przyglądaliśmy się Dianie i jej poczynaniom. Wzięłam głęboki wdech żeby się nie roześmiać. Poczułam zapach ognia,ohydny zapach wanilii i potu. Czerwona gnida! Wyciągnęłam sztylet i odwróciłam się. Rzuciłam w chłopaka,który mierzył do Aleca z łuku. W tej samej chwili on wypuścił zapaloną strzałę. Rzuciłam się na Aleca-dosłownie. Kiedy upadliśmy na ziemię,strzała wbiła się w mur obok nas.
-Wiedziałem,że na mnie lecisz-powiedział rozbawiony Alec. Podniosłam się z niego i pomogłam mu wstać. Poczułam gorąco na policzkach. Nienawidzę rumieńców!
-Nie ma za co-mruknęłam. Ściągnęłam z ramienia łuk i wyciągnęłam z kołczanu strzałę. Rozejrzałam się czujna,ale nic nie zobaczyłam. Zamknęłam oczy i wyostrzyłam słuch. Słyszałam cichutkie szuranie w zamku. Natychmiast otworzyłam oczy i popatrzyłam na resztę. Świetnie sobie radzili beze mnie. Schowałam strzałę do kołczanu i ściągnęłam go. Podeszłam do Aleca i podałam mu mój łuk i kołczan.
-Wy zajmijcie się czerwonymi gnidami,a ja szybko obejrzę zamek i rozwalę brązoletkę-oznajmiłam. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Czyjaś ręka szarpnęła mnie za ramię i odwróciła. Alec wpił się swoimi ustami w moje. Odwzajemniłam pocałunek. Po chwili odsunęliśmy się od siebie z rumieńcami na policzkach.
-Nie daj się im zabić-poprosiłam cicho.
-Ty też-odpowiedział i ruszył w stronę schodów prowadzących na mur,a ja w stronę wielkich drzwi. Ku mojemu nie zadowoleniu,były zamknięte. Wyciągnęłam stele zza paska i zaczęłam rysować Runę Otwarcia. Kiedy skończyłam,schowałam stele i pchnęłam drzwi. Runa spisała się świetnie,bo po chwili już wbiegałam po schodach na piętro. Weszłam do pierwszego z brzegu pokoju i zaczęłam go przeszukiwać. Po pięciu minutach stwierdziłam,że to nie ten. Weszłam do kolejnego.
Sprawdziłam wszystkie pokoje na tym piętrze i nic.
-Gdzie bym miała pokój jakbym była tym idiotom?-zapytałam samą siebie-Na miejscu tego idioty miałabym pokój wysoko,by móc patrzeć na świat z wysokości jak kiedyś jego ojciec przez zbuntowaniem się. Byłby jasny,ale niewidoczny dla tych,którzy nie wiedzą jak i gdzie patrzeć. Byłby w południowej wieży,tej najwyższej-ostatnie zdanie wyszeptałam. Odwróciłam się i zaczęłam wbiegać po spiralnych schodach. Po dwóch minutach zatrzymałam się na ostatnim schodzie. Zobaczyłam urywek sceny. Zobaczyłam Dianę,Aleca,Jece'a i Katrinę odwróconych do mnie tyłem i strzelających do czerwonych gnid. Zobaczyłam zamachującą się rękę z mieczem. Po chwili zobaczyłam upadającą Dianę,potem Jece'a,Katrinę,a na samym końcu Aleca. Kiedy to coś się skończyło,niemal rzuciłam się na okno. To było ostrzeżenie,przed ich śmiercią. Wychyliłam się lekko przez okno i zdusiłam zaskoczony okrzyk. Wyciągnęłam serafickie ostrze.
-Gabriel-szepnęłam do ostrza,które zapłonęło jasnym blaskiem. Wzięłam zamach i cisnęłam z całej siły w skradającego się Mrocznego do moich przyjaciół,którzy go nie zauważyli. Patrzyłam jak serafickie ostrze wbija się w głowę Mrocznemu i jak on upada nieżywy. Zagwizdałam dwa razy i odwróciłam się. Uważnie rozejrzałam się po wierzy i zobaczyłam miganie na jednej ze ścian. Podeszłam do niego z lekkim uśmiechem i zatrzymałam rękę w połowie drogi do migającej ściany. Zmrużyłam oczy i jeszcze raz zlustrowałam całą ścianę.
-Mądre-mruknęłam i pokręciłam głową z uznaniem. Jakbym dotknęła tej ściany,wciągnęłaby mnie na zawsze. Mądra pułapka. Skoro południowa wieża,zachodnia ściana. Odwróciłam się twarzą do zachodniej ściany i podeszłam do niej. Wyróżniała się. Była jaśniejsza niż inne. Na chybił trafił sięgnęłam do ściany na wysokość klamki.czy gałki. Poczułam coś okrągłego pod palcami. Chwyciłam,przekręciłam i pchnęłam. Drzwi się otworzyły,a moim oczom ukazał się biało-błękitny pokój. Z uniesionymi brwiami weszłam do środka.
-Niewidoczny dla tych,którzy nie wiedzą jak i gdzie patrzeć-mruknęłam. Pokój wyglądał jakby było się w chmurach-Jedyne pozytywne odczucie Lucasa to żal-myślałam na głos-Żal do Lucyfera,bo się zbuntował,chciał być lepszy,ale mu nie wyszło-mruczałam do siebie-A Lucas chciałby być Aniołem Boga,ale jest za dumny,by to powiedzieć komukolwiek i cokolwiek zrobić,by być dobry,lepszy-zabawne,potrawie czytać z jego pokoju lepiej niż z jego oczu,które są jak kamień-Chciałby być po stronie Boga,ale za dużo złego zrobił,by być Aniołem-mruknęłam. Doskonale wiedziałam,gdzie ukrył brązoletkę,zrobioną ze swojej duszy. Wyciągnęłam ją ze ściany i zaczęłam rozwalać rękojeścią sztyletu do rzucania. Po dobrych pięciu minutach tłuczenia,czarna i wredna brązoletka ustąpiła i rozwaliła się na proch. Dla pewności,że nie w zmartwychwstanie wrzuciłam proch do kominka,w którym zapaliłam. Uśmiechnęłam się i rozejrzałam po pokoju. Już nie był taki piękny. Pojawiły się czarne plamy na suficie i ścianach. Podniosłam sztylet i wsadziłam ją na miejsce. Czas się zmywać. Jak torpeda wybiegłam z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Stanęłam przed schodami i popatrzyłam na nie i na metalową obręcz. Uśmiechnęłam się jak obłąkana i usiadłam na metalowej poręczy. Zawsze chciałam to zrobić! Zjechałam na sam duł piszcząc jak dziecko,które dostało upragnioną zabawkę. Tylko jak się hamuje? Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić byłam już w powietrzu,zbyt zdezorientowana by cokolwiek zrobić przed upadkiem. Wylądowałam na brzuchu tuż przy schodach. Mam jak w banku siniaki po mojej jakże mądrej przejażdżce.
-Fart,że nie zleciałam po schodach-sapnęłam do siebie i w miarę bezboleśnie wstałam z podłogi. Zamrugałam kilka razy,by pozbyć się mroczków przed oczami i bezpiecznie zeszłam po schodach-Nigdy więcej nie będę robić głupich rzeczy-jęknęłam,gdy poczułam ból na biodrze. Ała! Poczułam krew i mój wzrok automatycznie padł na moje biodro. Ja nie krwawiłam. Więc kto? Zobaczyłam krew wylewającą się z zza drzwi jadalni czy jakiegoś innego pokoju. Podeszłam bliżej i chciałam już otwierać drzwi,ale przypomniałam sobie własne słowa. Nigdy więcej nie będę robić głupich rzeczy,a to jest chyba głupie. Ktoś może czekać na mnie po drugiej stronie z kuszą czy łukiem gotowym do wystrzelenia strzały. Nie dzięki. Odwróciłam się i wpadłam w poślizg. Przejechałam trochę na krwi i wyrąbałam. To ohydne! Miałam odruchy wymiotne,więc szybko wstałam i ślizgając się wyszłam na dziedziniec. Popatrzyłam na swoje ręce. Były umazane krwią. Zgięłam się w pół i zwymiotowałam na schody. Oj.
-Wszystko dobrze?-usłyszałam za sobą zatroskany głos Aleca.
-Tak-odpowiedziałam,ocierając usta chusteczką-Czemu mnie pocałowałeś?-zapytałam z ciekawości.
-Chciałem się upewnić,czy coś do Ciebie czuję-odpowiedział cicho,tak cicho,że ledwie usłyszałam-Ale nic nie poczułem. To było jak całowanie siostry-stwierdził. Odwróciłam się do niego przodem z lekkim uśmiechem.
-Dokładnie-potwierdziłam.
-Jesteś blada i...Czy to Twoja krew?!-pisnął blady.
-Nie wiem czyja,ale na pewno nie moja-odpowiedziałam i pociągnęłam go za łokieć do reszty-Jak się stąd wydostaniemy?-zapytałam. Plan był taki,że to ja miałam otworzyć Portal,ale tu nic nie działa tak jak powinno,więc nie stworze portalu.
-Musimy wezwać jakiegoś demona,który jest potężny i nas stąd zabierze do Idrisu,miasta Nocnych Łowców-odpowiedział Jece.
-Mam złe przeczucia i coś mi się zdaję,że to się źle skończy-oznajmiłam im. To była czysta prawda. Już wolałam tu zostać niż dawać coś temu demonowi,którego ma zamiar wezwać Jece. Ustawiliśmy się w okręgu i Jece zaczął mówić coś w języku demonów. Ja stałam sztywno i nerwowo bawiłam się palcami. Po pięciu minutach podniosłam głowę i odetchnęłam z ulgą.
-Widzicie? Nie odpowiada na wezwanie,więc znajdźmy jakieś schronienie z dala od tego zamku-odezwałam się,odwróciłam i zrobiłam dwa kroki,bo nagle znikąd pojawiła się mgła. Zatrzymałam się i obserwowałam jak mgła znika.
-Odpowiedziałem na wezwanie,Clary-odezwał się męski głos za mną.
-Jece? Czy Ty wezwałeś Asiana?-zapytałam,nie odwracając się. Czułam wzrok moich przyjaciół i wezwanego demona.
-Znasz go?-zapytała Diana piskliwym głosem. Miałam ochotę zabić Jece'a w tym momencie.
-Spotkałam go z dwa razy-odpowiedziałam,krzywiąc się. Nie chciałam ich okłamać,ale to było koniecznie. Miałam im powiedzieć,że byłam u niego i zabiłam jego brata? Nie. Tylko by się martwili,że nie dawał mi spokoju jak byłam z Sethem w Chinach.
-Nie mówisz im prawdy-stwierdził Asian-Zabiła mi brata-dodał,pewnie ze złośliwym uśmiechem.
-Sam się prosił o śmierć-warknęłam w przestrzeń.
-Niegrzecznie jest mówić do kogoś,odwrócony plecami-pouczył mnie demon.
-Nie jesteś moim ojcem,więc mnie nie pouczaj!-syknęłam. Odwróciłam się rozzłoszczona.
-Gdzie mam Wam przenieść?-zapytał Asian reszty.
-Do Idrisu,miasta Nocnych Łowców-odpowiedział Alec. Demon pstryknął palcami i Diana wraz z Katriną zniknęły nam z oczu,by pokazać się w miejscu,do którego chcieliśmy się dostać. W oddali widziałam połyskujące olbrzymie wieże.
-Pierwsza dwójka za darmo-oznajmił demon.









                                            ******************************************
Hejka Aniołki! Przepraszam,że nie dodałam od razu tego rozdziału,ale nie miałam jak,bo byłam u kuzynki. Jak Wam się podoba?